Od wczoraj mamy zimę. Zaskoczyła mnie kompletnie; w samochodzie letni płyn do spryskiwacza i bardzo łyse oraz bardzo letnie opony. Wziąwszy pod uwagę upiorną migrenę, która postanowiła pobić mój rekord życiowy i trwa już osiem dni, postanowiłam nigdzie nie jechać. W założeniu miałam być niemal w Sejnach, niemal witać się z gąską, że tak powiem. Seminarium kontaktowe, środowisko międzynarodowe, zbieranie materiałów do pracy.

Aby pojechać, musiałam wziąć urlop. Postanowiłam więc wykorzystać go do nadrobienia zaległości. Zaraz zabieram się do pisania jednej pracki zaliczeniowej. Przez kolejne dwa dni pół dnia spędzać będę na pisaniu prac, a drugie pół na odpoczywaniu. Akurat mam do zobaczenia dwie czy trzy wystawy, do kin wszedł Przyjazd Orkiestry… Może nawet uda mi się spotkać z przyjaciółkami? I chyba kupię sobie przez internet totalnie odjechane buty.