Jako że jestem niezwykle niezależną zawodowo osobą (w zasadzie, bardziej się nie da), postanowiłam pójść w ciągu dnia do kina, sama. Wybrałam więc bardzo kobiecy film, w bardzo niezależnym kinie i poszłam na Karmel do Muranowa. Film, zgodnie z założeniem, był bardzo ciepły i kobiecy, z momentami smutnymi i radosnymi, niemalże ideał. Pod koniec nieco rozmemłany, ale to już chyba kwestia montażu. Wyszłam spokojna i uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona do jakże sympatycznej okolicy. I w zasadzie tego właśnie mi było trzeba.
A jutro idziemy z mężem pograć w planszówki do klubu na politechnice. Relaks w innym wykonaniu. Inna sprawa, że spotkamy tam pewnie kolegę, kuratora sądowego, który już wyczuł, że jestem zainteresowana więc pewnie temat będziemy drążyć. Bo czemu nie.