Myślałam, że to tylko ja, ale z tego co słyszałam, mnóstwo ludzi odczuwa ostatnio niechęć do pisania. Moja opiera się chyba w dużym stopniu na jakości pogody (kategoryczne weto!), rozmemłaniu wewnętrznym i na chorobie, która już od ponad miesiąca próbuje się wydostać (bez skutku) z moich oskrzeli. Już niemal zapomniałam jak wyglądają bliskie mi maleństwa, dziadków poznaję tylko po głosie, a znajomych unikam, bo jeszcze powiedzą, że to ja ich pozarażałam. Tylko mamie dałam się wykorzystać w weekend, ale brzmiała jeszcze gorzej niż ja, więc cóż mogłam począć.
Wysyłam CV w różne miejsca, które nawet wydają się być zainteresowane, co niestety nie przekłada się na tempo ich działania. Nie wiedzieć czemu, innym nie spieszy się do wydawania pieniędzy tak, jak mi, do ich zarabiania. Nie poddaję się jednak, coraz bardziej wgryzam się w swoje korektorskie hobby, przekonuję kilka osób z uczelni, żeby magisterkę jednak robić na UW i wymyślam kolejne ciekawe tematy na pracę licencjacką.