wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2008

no więc

Brak komentarzy

Pierwszy raz usłyszałam na rozmowie w sprawie pracy, że proponowane stanowisko może być poniżej moich kwalifikacji i mogłabym się znudzić. Na szczęście propozycja została na prędce przekonwertowana na taką, która wątpliwości nie budzi. Firma interesująca, rozwijająca się z potencjałem. Praca po części powtarzalna i wymagająca uporządkowania, a po części kreatywna i wymagająca refleksu i zaangażowania. Miałabym 1-2 miesiące na wgryzienie się w firmę, dział i politykę, w czasie których prowadziłabym projekty już funkcjonujące, a potem dostałabym nowe i bardziej wymagające działania na zewnątrz. Do tego godziwe warunki finansowe, pakiet socjalny, obiady przywożone na zamówienie itd. Brzmi zachęcająco, no i byłoby to dla mnie wyzwanie, bo jednak zupełnie nowa branża.  I oczywiście mam wybór między kasą, a ideą, choć z mniejszą amplitudą pomiędzy.

PR director ma jeszcze jedno spotkanie dziś. Umówione jesteśmy, że jutro rano da mi znać, czy stawia na mnie czy na tę drugą osobę (reszta już odpadła) i wtedy będę podejmować decyzję. Jeśli ona będzie na tak to czeka mnie jeszcze spotkanie z dyrektorem firmy, ale w zasadzie i tak ona ma decydujący głos. No i praca niemal od zaraz. Angielski nie będzie kolidował, bo od razu zapowiedziałam, że dwa razy w tygodniu przyjeżdżałabym i wyjeżdżała później z założenia. Brzmi interesująco.

Zaraz zawiozę kota do weterynarza, potem kawa w celach naukowych, a wieczorem idziemy na Hrabich. Tak, ten tydzień zdecydowanie mi się podoba!

***

Brak komentarzy

Czy smak może pachnieć? Albo czy dotyk może być wyglądem?
Wywiesiłam na balkon kurtkę, bo przesiąkła dymem papierosowym. Kiedy ją powąchałam, poczułam w ustach metaliczny smak. Mąż twierdzi, że pachnie wiatrem, ale ja na prawdę czuję to samo, co kiedy dotknie się językiem metalu. A wtedy, gdy na pewien widok reagujemy jak na muśnięcie skóry? Albo na ciszę reagujemy, jakbyśmy bitą śmietaną delikatnie dotykali podniebienia?

Zanim zdążyłam dojechać na jedną rozmowę w sprawie pracy, już umówiłam się na drugą, na jutro. W art.bemie było przyjemnie i rokująco, daliśmy sobie czas na zastanowienie do piątku. Pieniądze niespecjalne, ale większe niż zakładałam, za to możliwości działania mnóstwo, przynajmniej teoretycznie. Na dodatek nie umiem sobie wyobrazić pracy bardziej zgodnej z kierunkiem moich studiów. Tak więc muszę poczytać i pomyśleć, ale mi się podoba. Oni mają jeszcze dwie potencjalne osoby. Tak czy siak przed końcem miesiąca wszystko będzie jasne.
Jutrzejsza rozmowa stresuje mnie nieco bardziej, bo to duża agencja PiaRowska, trochę więc bardziej formalnie, ale pod innymi względami ciekawie.

Jakoś tak, kalendarz mi się wypełnił. Jutro jeszcze idziemy na Hrabich, w ramach odstresowania.

Usiadłam tak sobie, w niedzielę wieczorem i pomyślałam, że ten tydzień będzie przełomowy. Obiecałam sobie, że do końca miesiąca musi się coś ruszyć z pracą, bo jak nie, to rozszerzam krąg zainteresowań i w zasadzie od razu podejmuję decyzję o rozpoczęciu pracy kuratora. Niezwykle interesujące, ale nie do końca wzdłuż mojej zawodowej ścieżki, no i niskopłatne.
I stało się. Wczoraj zapisałam się i zapłaciłam za kurs angielskiego. Po pół roku nauki i półtora roku przerwy, przeskoczyłam o trzy poziomy wyżej. Ciekawe. Tak na prawdę, po prostu odświeżyłam język do poziomu najwyższego, jaki miałam w okresie liceum, ale mniejsza o to.
Zmieniłam język korespondencji z moim ojcem, na angielski. I tak do siebie piszemy, więc nie ma kłopotów z tematami, a ja mam dodatkowe ćwiczenie. Na rozmowy w realu nigdy się nie odważyłam, ale przy pisaniu jest czas na zastanowienie i można sprawdzić. Więc same plusy.
Umówiłam się, że w poniedziałek zaczynam praktyki w art.bemie (obowiązkowo muszę jakieś odbyć, wymóg uczelni). A przed chwilą odebrałam telefon z zaproszeniem na rozmowę w sprawie pracy, też u nich. Jadę po południu i się dowiem, może coś z tego wyjdzie? Byłoby to idealne pod kątem moich studiów.

Pogoda od czterech dni piękna, powietrze pachnie inaczej. Oficjalnie ogłaszam, że, według moich prywatnych standardów, wiosna się rozpoczęła!

Wkurzona niedoleczenim pojechałam dziś do poleconego lekarza. Pogadał ze mną, osłuchał dokładnie i stwierdził, że prawdopodobnie zaczyna mi się objawowa astma. Mam zrobić badania i iść do pulmonologa, szczególnie, że za jakiś miesiąc zacznie się pylenie. Taa, tej specjalizacji jeszcze nie zwiedzałam. ;>

Karmel

1 komentarz

Jako że jestem niezwykle niezależną zawodowo osobą (w zasadzie, bardziej się nie da), postanowiłam pójść w ciągu dnia do kina, sama. Wybrałam więc bardzo kobiecy film, w bardzo niezależnym kinie i poszłam na Karmel do Muranowa. Film, zgodnie z założeniem, był bardzo ciepły i kobiecy, z momentami smutnymi i radosnymi, niemalże ideał. Pod koniec nieco rozmemłany, ale to już chyba kwestia montażu. Wyszłam spokojna i uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona do jakże sympatycznej okolicy. I w zasadzie tego właśnie mi było trzeba.
A jutro idziemy z mężem pograć w planszówki do klubu na politechnice. Relaks w innym wykonaniu. Inna sprawa, że spotkamy tam pewnie kolegę, kuratora sądowego, który już wyczuł, że jestem zainteresowana więc pewnie temat będziemy drążyć. Bo czemu nie.

No właśnie, zima na wykończeniu, a pogoda? Jesienna? Wiosenna? Mój ojciec siedzi w stanach i tarza się w puchu w trakcie odśnieżania podjazdu, a tutaj ulica i owszem, w zeszłym tygodniu była biała, ale od soli, którą chyba ciężarówką zrzucili na jezdnię. Nastrój mam adekwatny do pogody, przede wszystkim dlatego, że chyba okres wytrzymywania bez pracy skończył się z dnia na dzień. Mnóstwo pootwieranych wątków i wysoko prawdopodobnych opcji, a przez miesiąc nie wyklarowało się nic.  Postanowiłam jakiś czas temu, że do końca miesiąca przebieram, a potem będę musiała rozszerzyć krąg zainteresowań odnośnie jakości pracy, na którą się zdecyduję. Wiele czasu nie zostało.
Wczoraj jednak spotkałam się z kolegą, który zapytał, czy nie chciałabym przyjść do niego. Jako kurator społeczny. Pogadaliśmy o tym, co to tak na prawdę znaczy i zaczęłam się całkiem poważnie zastanawiać. Doświadczenie niewątpliwie ciekawe, a przy okazji ilość pracy można dozować w zależności od zajętości. Mąż oczywiście od razu zapytał (mi jakoś nie przyszło to do głowy), czy ta praca jest niebezpieczna. „Od dawna nie było przypadków poważnego pobicia, a w Warszawie to już w ogóle, od kilku lat żadnego nie było!” Sposób sformułowania odpowiedzi nieco mnie zaniepokoił, ale w końcu w łeb można zawsze dostać. Umówiłam się, że zadzwonię do niego po pierwszym i ewentualnie spotkamy się na rozmowę już konkretniejszą. Mam wrażenie, że moi rodzice umrą, jak dowiedzą się, że coś takiego rozważam. Ewentualnie może się też okazać, że uznają to za świetny pomysł, ale oni są dziwni.

***

Brak komentarzy

Myślałam, że to tylko ja, ale z tego co słyszałam, mnóstwo ludzi odczuwa ostatnio niechęć do pisania. Moja opiera się chyba w dużym stopniu na jakości pogody (kategoryczne weto!), rozmemłaniu wewnętrznym i na chorobie, która już od ponad miesiąca próbuje się wydostać (bez skutku) z moich oskrzeli. Już niemal zapomniałam jak wyglądają bliskie mi maleństwa, dziadków poznaję tylko po głosie, a znajomych unikam, bo jeszcze powiedzą, że to ja ich pozarażałam. Tylko mamie dałam się wykorzystać w weekend, ale brzmiała jeszcze gorzej niż ja, więc cóż mogłam począć.
Wysyłam CV w różne miejsca, które nawet wydają się być zainteresowane, co niestety nie przekłada się na tempo ich działania. Nie wiedzieć czemu, innym nie spieszy się do wydawania pieniędzy tak, jak mi, do ich zarabiania. Nie poddaję się jednak, coraz bardziej wgryzam się w swoje korektorskie hobby, przekonuję kilka osób z uczelni, żeby magisterkę jednak robić na UW i wymyślam kolejne ciekawe tematy na pracę licencjacką.

dziś

Brak komentarzy

Zadzwonił do mnie dziś mój przyjaciel z Gdańska. Po krótkim czarowaniu zgodziłam się porobić mu za szofera. Odebrałam go, zawiozłam, poczytałam książkę w samochodzie, a on w między czasie kupił sobie Toyotę Rav4 prawie nową. Normalnie mało nie padłam!
Wieczór zaś spędziłam romantycznie, z koleżanką ze studiów. Bo my z mężem walentynek nie uznajemy.
Koleżanka chce wydać swój tomik poezji, więc poszłyśmy zobaczyć, jak to robią inni. Po wszystkim stwierdziłyśmy, że wiemy, czego robić nie będziemy, bo było dość koszmarnie. Nudno, niespójnie i nie przygotowanie. Czubówna zdecydowanie nie znała tekstu, autorka czytała swoje wiersze w tempie karabinu maszynowego, jedynie Kolberger ratował sytuację. Gdyby jeszcze dostał do czytania jakieś erotyki to byłby pełen orgazm. A tak, jedynie przyjemne doznania.
Plus jeden więc był, drugi stanowił pewien facet, który, wyglądał jak uosobienie przystojnego według mnie faceta. Dodałabym mu jedynie kilka centymetrów wzrostu, a poza tym, nawet głos miał odpowiedni. Pouśmiechaliśmy się do siebie, po czym wyszłam. Bycie mężatką ma czasami wady.
 

Brak komentarzy

Udało mi się w tym tygodniu spędzić trochę czasu z mężem, nie wypaliły za to praktycznie wcale plany weekendowe. Co tam, że miałam wszystko dokładnie zaplanowane! Dziś znowu wylądowałam na uczelni po wpisy, jedni znajomi się pochorowali, granie musiałam odpuścić, a kiedy wieczorem wybraliśmy się do Paradoxu, nie było gdzie usiąść.
Nadal jestem chora, nadal nie mam pracy, ruszyły się jedynie sprawy uczelniane. No i pogoda jak w kwietniu. Po sesyjnym amoku wracają mi za to chęci do czytania.


  • RSS