wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2008

37,6

Brak komentarzy

Weekend spędziłam na nauce w zestawie 2-, 3- i 6-osobowym. Efektem jest całkiem niezły stan wiedzy i gorączka, połączona z bólem głowy, pleców i ogólnie złym samopoczuciem. Na więcej nie mam siły.

Mój brat, młodszy o 6 lat, od jakiegoś roku przebojem zdobywa rynek pracy. Już teraz pracuje w świetnym miejscu i zarabia więcej niż ja kiedykolwiek, robiąc na dodatek ciekawe rzeczy. Wziąwszy pod uwagę jego imprezowość i łatwość w nawiązywaniu kontaktów nie było innej opcji jak porozmawianie z nim o moich poszukiwaniach nowego pracodawcy. Ze wszelkich kalkulacji wychodziło bowiem, że zna on więcej osób, które moga mnie potrzebować.
Tak więc brat zaczął rozpuszczać wici i jest już pierwsza reakcja. Jeden gość, co ma podpisany stołek odpisał na moje CV. Zasugerował kilka, całkiem sensownych zmian, czym zmusił mnie do zużycia jak się okazało połowy dnia na tworzenie dokumentu od nowa. Fakt, teraz jest lepiej. No i stwierdził, że zacznie dzwonić i ewentualnie umawiać mnie na spotkania. Jest więc szansa, że coś z tego będzie.

Dopisek. O, właśnie dostałam odpowiedź, że po zmianach jest super i puszcza moje CV w obieg.

Nie lubię dni, kiedy mam coś do zrobienia, a wstrzymuje mnie oczekiwanie. Dziś czekałam już na jedną osobę, która przyszła odebrać materiały, teraz czekam na drugą. Nie zabiorę się za robotę bo zanim na dobre zacznę to już będę musiała przerwać, a z nic nie robienia wynika jedynie zdenerwowanie. I to drugi dzień z rzędu. Weekend minął szybko, oba kolosy zaliczyłam bez kłopotów. I nawet zostałam doceniona przez prowadzącą ćwiczenia. Stworzyłam notatki i jakimś cudem wytłumaczyłam większości o co w nich chodzi, dzięki czemu byliśmy jedyną grupą, która co do jednego zaliczyła przedmiot za pierwszym razem.
Za dwa tygodnie 3 egzaminy, w tym dwa duże. Masakra. A w międzyczasie będę jeszcze pomagać znajomej, która dwa tygodnie temu urodziła dziecko. Coś zrobiła w plecy i nie daje rady sama. Nigdy jeszcze nie zajmowałam się takim maleństwem, ale cóż, ona też ma tylko dwa tygodnie doświadczenia ;)

Raz. Przez całą noc dzisiaj miałam dziecko. Urodziło się co prawda jakieś duże, ale było piękne, a ja byłam zakochaną matką. Było cichutkie i samo zajmowało się sobą. W zasadzie dopiero trzeciego dnia zaczęłam się zastanawiać czemu jeszcze nie chciało jeść i na siłę przystawiłam je do piersi. Sen powtarzał się kilkakrotnie i w różnych wariantach, za każdym jednak razem dziecko było na skraju śmierci, było wyziębione i sine, nigdy jednak nie wydawało z siebie jakiegokolwiek dźwięku.


Dwa. Jak wiadomo sesja się zaczęła. W związku z tym od przed świętami (kiedy miałam pierwszego kolosa) mieszkanie niemal lśni. Odkąd tu mieszkamy chyba nie było tak czysto. Dziś wykazałam się inwencją i posprzątałam rzeczy, co do których wcześniej nie wiedziałam, że należy! ;) Teraz oczywiście musi z tego powstać notka na bloga, bo gdzieżbym się zabrała w końcu za robotę.


Trzy. Pojawiają się jakieś nowe pomysły na to, co dalej, umówiona jestem na rozmowę z osobą, z którą być może wchodziłabym w jakąś współpracę, a od której mogłabym się dużo nauczyć. Co nie zmienia faktu, że nie zaczęłam czytać ogłoszeń o pracę i w tym tygodniu nie zacznę. Nie wiem jeszcze co w związku z tym w warstwie materialnej, ale cóż.

Właśnie skończyłam pisać materiały do pierwszego kolosa. Wybrany zakres materiału jest conajmniej nietypowy, ale cóż. W tej chwili interesuje mnie jedynie porządne zaliczenie żeby mieć z głowy egzamin, na krytykę będzie czas później, albo wcale. Wg. na prędce stworzonego planu jutro weryfikuję przygotowane przez innych materiały do drugiego kolosa i tym samym dokonuję pierwszego czytania, we czwartek (zaraz po kolejnej wizycie u lekarza, proszę trzymać kciuki) piszę prace zaliczeniowe i spotykam się z Kat (wpisane w plan, a co), a w piątek uczę się do bólu.

1 komentarz

Śniło mi się dziś, że cała moja rodzina była zarobaczona. Mamie larwy wychodziły z uszu, mężowi robactwo chodziło po twarzy. Wszyscy zastanawialiśmy się dlaczego mamy problemy ze słuchem, węchem itd. i tylko ja widziałam to robactwo. Bałam się o nim powiedzieć, mimo iż była to jednoznaczna przyczyna problemów. Dość długo próbowałam się wyrwać z tego snu. Na szczęście mężowi budzik zadzwonił o 5 rano i się obudziłam.
Nie wiem czy słusznie, ale wiążę to jakoś z moją pracą, tak, zdecydowanie sposób w jaki zachowało się moje szefostwo był mniej więcej podobnie obrzydliwy. Tak czy siak, obudziłam się z bólem głowy, którego ani kawa, ani proszki nie dają rady przegonić. Obejrzałam dwa programy na Discovery o dość niezwykłych umiejętnościach i przypadkach (facet, który wytwarza pole magnetyczne, czy meksykanin dotknięty chorobą, która powoduje, że całą twarz ma zarośniętą włosami), co doskonale wpisało się w nastrój zapoczątkowany snem i nawet otwarty na oścież balkon, a dokładniej zimne powietrze wpuszczone w ten sposób do mieszkania, nie było wstanie nic zmienić.
Tak więc muszę wykonać dwa telefony do znajomych kobiet, ustalić plan spotkań, a resztę czasu przeznaczyć na naukę. Tak, zdecydowanie najwyższa pora.

Poszłam dziś do pracy i – cóż za zaskoczenie, dostałam wypowiedzenie. Jak ja śmiałam złamać nogę i pójść na zwolnienie! ;) Pierwszy raz mi się zdarza zostać bez pracy i niespecjalnie się tym przejmować. Jest to tym bardziej dziwne, że finansowej strony swojego życia raczej komentować nie powinnam. Dziś jednak nie będę się tym przejmować. Kupiłam gazetę pracę, ale będę ją przeglądała dopiero jutro. Wieczorem idziemy na 83 urodziny naszej przyjaciółki i zamierzam się dobrze bawić.

Wczoraj, kiedy już mieliśmy wracać do domu dowiedziałam się, że koleżanka zrobiła coś w nogę. Wsiadłam w samochód, pod warszawę, do szpitala, z powrotem do niej, a potem do mnie. Dotarłam do domu po pierwszej w nocy, a o 11 rano byłam już w Lublinie po szwagra. Pół godziny ładowania rzeczy i z powrotem. Obwodnica Garwolina jest cudowna! Co niestety nie zmieniło faktu, że kiedy w końcu wróciłam do domu, padłam. Jutro robimy imprezkę, w poniedziałek rano do pracy, po południu na 83 urodziny przyjaciółki domu, a w przyszły weekend mam dwa kolosy, do których nic nie umiem. Tak, zmęczenie materiału to dobre określenie.

Jak należało się spodziewać, wróciliśmy i to już chwilę temu. Było spokojnie i leniwie i niestety, tak mi zostało. Zabieram się z chęcią jedynie za rzeczy, które przecierpiałyby zwłokę oraz sprzątanie. Nie wierzę zabobonom, ale wymyśliłam, że utrzymam porządek sprzed świąt, a nawet będę go rozwijać i dzięki temu również w życiu będzie schludniej. A nóż zadziała?
W poniedziałek miną dwa lata odkąd zmieniłam stan cywilny. W poniedziałek też generalnie mam stawić się w pracy. Jutro czeka mnie pogawędka z szefostwem w sprawach gdzie (przeprowadzili się „gdzieś”), o której i co w ogóle. Dla zabicia niesmaku po tej rozmowie będę piekła chleb z przepisu teściowej. W sobotę przeprowadzam szwagra (tego starszego), w niedzielę imprezujemy rocznicowo, czyli generalnie z planów naukowych na ten tydzień nic nie wyjdzie. Nie ma bata.


  • RSS