wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2007

Za miastem

Brak komentarzy

Niedługo zbieram się, zarzucam torbę na plecy i wybywam za miasto. Nie daleko ale wkoło domu jest ogród, „ptaki drą ryja”, znaczy tego, „słychać słowicze trele”. Planujemy z koleżanką ze studiów babski weekend, z komediami romantycznymi, książkami, maseczkami na twarzy. Pogoda specjalnie nie sprzyja, zapakowałam ciepłą zimową piżamę ale co nas nie pokona to nas wzmocni. Hmm, może jeszcze jakieś wino wezmę? Grzaniec w taką pogodę to dobra rzecz. Tak, to chyba dobry pomysł.

przyjaźń

Brak komentarzy

Pasujące poczucie humoru, zrozumienie, umiejętność czytania między wierszami i nieraz dreszcz, kiedy tak intensywnie się rozmawia. Kiedyś dogadywałam się tylko z mężczyznami. Potem odkryłam, że można być blisko z kobietami i dość szybko okazało się, że już w zasadzie nie ma wokół mnie mężczyzn-przyjaciół. I w zasadzie tak zostało, z jednym tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. Jakiś czas temu odnowiliśmy kontakt i okazało się, że to po prostu jest. Czasem widzimy się dwa razy w tygodniu, czasami ani razu przez dwa miesiące. A potem siadamy i jest, jakbyśmy się nie widzieli ledwo chwilę.

Wywabiła mnie z domu przyjaciółka, ale ledwo usiadłyśmy, to mała zaczęła płakać. Dziewczyny więc czym prędzej ruszyły w stronę domu, a ja poszłam do sklepu (niektórzy chodzą do opery, a ja). Kupiłam wino i ciastka i poszłam na górę. Zakwasy rozchodzone, na więcej mnie nie stać.
A winko powinno być dobre, białe, wytrawne, Chilijskie. Przyjdzie koleżanka to oblejemy, jej zdaje się skuteczne szukanie pracy i mój koniec zastrzyków. Każdy powód jest dobry ;)

A poza tym śnią mi się ostatnio dziwne rzeczy. Dawno nie widziani znajomi, niedokończone sytuacje. Czasami chciałabym tak na spokojnie usiąść, powiedzieć jak ja to widziałam, a jak druga strona. Za zwyczaj okazuje się wtedy, że źle interpretujemy, czy odbieramy, czy też dajemy się zwyczajnie zwieść drugiej stronie.

Po odwiedzinach Przyjaciółki oraz jej dziecięcia (ależ ona urosła!) wybrałam się na spacer. No, powiedzmy, że pół spaceru bo miarą odległości to to daleko nie było. Jak dla mnie jednak było dwa razy dalej niż wczoraj, a to już sukces. Wyciągnęłam sobie zieloną nogę na zielonej ławce, otworzyłam książkę i pomarzłam trochę gdyż dzień zdecydowanie niezbyt gorący. Pooglądałam sobie matki z dzieckami, tatusiów z rowerzystkami, posłuchałam przerażających pisków dobiegających z placu zabaw i pooddychałam względnie świeżym powietrzem. Wracając zrobiłam zakupy, a w domu padłam na kanapę. Mam odciski na dłoniach i czuję lewe udo, co akurat bardzo mnie cieszy. Żeby nie mieć wątpliwości, że jednak jakiś mięsień jeszcze tam jest, zrobiłam sobie wieczorem serię ćwiczeń, a teraz, całkiem zadowolona z siebie leżę pod kołdrą. Powód do radości mam jeszcze co najmniej jeden, gdyż dziś oficjalnie i ostatecznie skończyły mi się zastrzyki. W nagrodę obejrzałam sobie film o słoniach w Kenii, a teraz wtulona w poduszkę poczytam o Andersenie.

Brak komentarzy

Przychodzą mi do głowy różne pomysły na spędzenie L-4. Tylko nie bardzo mam pomysł skąd miałabym wziąć zlecenia, bo myślałam, żeby dorobić, a kursy językowe zaczynają się od października. W sprawdzonej szkole najkrótsze trwają 2,5 miesiąca czyli dłużej niż moje zwolnienie i mogłabym nie móc chodzić do końca. Te wakacyjne z kolei są zbyt intensywne bo choć zaczynam wychodzić z domu to jednak 5 dni w tygodniu po 3-4 godziny to nie dla mnie. Jak do tej pory nie starcza mi samozaparcia i dyscypliny żeby robić coś regularnie w domu. Tamborek leży odłogiem, historia mody wydaje się zbyt ciężka, rozpoczęte powieści nie ciągną.
Tak więc głównym celem na najbliższe dni musi być chyba wyprostowanie sinusoidy i ustawienie jej tak, by tendencja była rosnąca.
Bo najbardziej ze wszystkiego przeraża mnie myśl, że po skończonym zwolnieniu popatrzę wstecz i stwierdzę, że zmarnowałam ten czas.

Kota odżyła odkąd zostaliśmy sami. Zdecydowanie nie przepada za dziećmi, stresuje się i chowa gdzie może. Teraz jednak znów ładuje się na kolana kiedy tylko ma okazję, znów gada i rozpycha się w łóżku. Nie jest to układ idealny ale jednak wolę ją w takim nastroju, to bardziej naturalne. Teraz na przykład, nie zważając na to iż leżę dość niewygodnie, położyła się równiutko na gipsie i mruczy zadowolona z własnej pomysłowości.

Ja zaś rozpoczęłam dziś pseudo treningi. Po wczorajszym nicnierobieniu dziś się zebrałam, odkryłam, że da się wciągnąć dżinsy na gips i poszłam sobie do sklepu. Myślałam nawet o wyprawie do parku ale nie wzięłam nic do czytania więc pomysł padł, pewnie nadrobię jutro.
Tak czy siak zrobiłam sobie półgodzinny spacerek, a do domu dotarłam nie źle zmachana. Nie wiem jak niektórzy to robią, że śmigają bez ograniczeń o kulach i nawet kropli potu nie uronią. Tak czy siak pierwszy wypad był udany, a teraz, słuchając Agi Zaryan stukam sobie w klawiaturę i zastanawiam czy poczytać o historii ubioru czy zlitować się nad haftowaniem.

To był intensywny tydzień. Po pierwsze mieszkał z nami szwagier. Shrek w kinie, spacery nad Wisłą (beze mnie oczywiście), wypasione place zabaw, granie w Wilki i Owce, granie na komputerze, czytanie książek i komiksów. Jeszcze w czwartek tłumaczył nam, że skoro szkołę zaczyna w przyszły poniedziałek, to przecież mógłby zostać jeszcze tydzień. Z różnych jednak względów byłaby to przesada więc, po drugie, przyjechali po niego rodzice. W mieszkaniu przeznaczonym dla 1-2 osób, siedzenie w piątkę jest… intensywne. Nie mogę jednak narzekać gdyż byli tylko jeden dzień i było na prawdę przyjemnie. Teściowa postara się mi zwęzić sukienkę, w której planuję wystąpić na ślubie koleżanki, teść odkrył jak oczyścić syfon w brodziku, tak oczywiście poza towarzyskimi aspektami.
Po trzecie, mój tata kilka dni temu obchodził urodziny. Z mamą wymyśliłyśmy przyjęcie niespodziankę. 17 osób po cichu weszło do mieszkania, po czym kolejno wkroczyli do pokoju niczego niespodziewającego się ojca, śpiewając sto lat. Fakt iż jubilat pół godziny później wyszedł poprowadzić wykład, o którym zapomniał nam powiedzieć nikomu humoru nie zepsuł. Z tego co wiem impreza trwała w najlepsze do 1:30, a ojciec wrócił przed 23. Wiem to jednak tylko ze słyszenia gdyż zmyliśmy się trochę wcześniej, w końcu w domu czekali teściowie.

Jako wisienka wystąpi informacja iż moja koleżanka prowadząca obóz dla dzieciaków w Bieszczadach… złamała sobie kilka dni temu nogę. W kostce. Do kompletu bo prawą. Umówiłyśmy się, że dotrze do mnie we wtorek. Akurat mam narożną kanapę, usiądziemy z wyciągniętymi kopytami, każda w odpowiednią stronę. Mąż zapowiedział, że się wyprowadzi. ;)

Przypomniałam sobie, że są dziedziny, w których mam sporą wiedzę, a które są jednocześnie mało popularnymi tematami. Przypomniałam sobie, jak miło jest tę wiedzę zgłębiać i jak przyjemnie jest coś opowiadać osobom, które nie mają o tym bladego pojęcia. Tekst został dobrze przyjęty i już myślę nad następnym, tym razem pewnie wieloczęściowym, o historii strojów na przestrzeni wieków. Pierwszy ogólny, kolejne o kolejnych okresach. Póki co – zbieram materiały.

W gadu-gadowej rozmowie z koleżanką padła przed chwilą, bardzo udana uważam, literówka. Koleżanka bowiem stwierdziła, że bada właśnie konkuRWencję, zamiast konkurencję. Oddaje to doskonale ładunek emocjonalny mieszczący się w obrębie znaczeniowym ;)

Iha

Brak komentarzy

No i pierwszy mój tekst został opublikowany. Pół roku obiecywania, że napiszę, a potem w zasadzie dwa popołudnia i jest. Miłe uczucie, choć to prosty tekst fanowski. Poza tym, wakacje szwagra u nas powoli dobiegają końca, a ojciec wrócił z Senegalu. Podobno Dakar jest bardzo brzydkim miastem, a mnóstwo ludzi złości się na fotografowanie, bo to kradnie duszę. Jeszcze więcej osób próbuje naciągnąć turystę na jakieś datki. Jednym ze sposobów jest podejście do delikwenta i rozpoczęcie rozmowy w stylu „a witam, pamięta mnie pan, poznaliśmy się tu i tu”. Spora szansa, że delikwent, zmieszany, gdyż oczywiście nie pamięta, będzie łatwiejszy do „obrobienia”.
Mój ojciec dwa razy starał się asertywnie wykręcić. Za trzecim razem udał radość i stwierdził „a faktycznie, jaki pan wspaniały, że przypomina! Chce mi pan oddać te 200 dolarów które pan pożyczył?” Facet zbaraniał, po czym obaj wybuchli śmiechem, poklepali się po ramionach i odeszli, każdy w swoją stronę…

Od dawna planowaliśmy wzięcie do nas na wakacje mojego 10 letniego szwagra. Trochę się to przesunęło, ale dziś wieczorem mąż jedzie do rodzinnego domu i jutro wraca, już w towarzystwie. Nie wiem, czy w związku z tym, ale jakoś się dziś zebrałam do kupy i zaczęłam zachowywać jak względnie normalny człowiek. Zapłaciłam rachunki (przypadkiem w terminie), poukładałam dokumenty, przygotowałam teczkę z papierami potrzebnymi do wyceny mieszkania rodziców. Ba, zabrałam się nawet za pisanie artykułu na stronę mojego męża, obiecanego conajmniej pół roku temu. Wielką pisarką to ja nigdy nie miałam być, teraz tym bardziej (uwsteczniam się przez to leżenie), ale zaczęłam i nawet już mam z grubsza napisane i po pierwszej poprawce. Wiem jakie ilustracje muszę zrobić i generalnie jest szansa, że pójdzie w weekendowej aktualizacji. Aż nie mogę uwierzyć ;)

No i tylko sama nie do końca wiem skąd mi się to wzięło. Dziś planuję jeszcze sobie pohaftować, zrobić drugie podejście do pewnej dziwnej książki, którą kilka dni temu zaczęłam czytać…
To chyba w ramach przerażenia jakie mnie ogarnęło po informacji od męża. Odebrał dziś od lekarza moje zwolnienie, do 3 grudnia, ponieważ podobno wcześniej nie ma szans na powrót do pracy.


  • RSS