wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2007

- – -

Brak komentarzy

No więc. Pierwsze hafty przećwiczone, ciekawe na ile rację będzie miała moja mama twierdząc, że nie mam cierpliwości do takich rzeczy? Książka rozpoczęta, prasa przeczytana. Szwy zdjęte (nie polecam naszej służby zdrowia, głównie ze względu na pacjentów bo od drugiej strony jest dużo lepiej), a za tydzień będę mogła zrzucić gips na rzecz lżejszego plastikowego stelażu. Uff!

Druga calusieńka przespana noc, cudownie. Telewizja mnie drażni, zabrałam się więc za książkę, którą tata przyniósł mi wczoraj Wyjątek Christiana Jungersena. Zapowiada się dobrze, a nawet jeśli nie to idealnie sprawdzi się jako ciężarek do podnoszenia ;> Jakby mi się znudziła, to mam jeszcze Haftowanie – 150 najpiękniejszych ściegów oraz materiały do pierwszych prób albo komiks, który wraz ze słownikiem angielsko-polskim dał mi mąż. Nie ma bata, najwyższa pora znów zacząć używać mózgu ;-)
Tydzień w domu. Zastrzyki coraz bardziej są mi obojętne, noga mniej spuchnięta, jedno z cięć zupełnie dobrze, drugie niemal tak samo. No i przede mną dwa dni odpoczynku od pracy ;)

No więc jestem dziś umówiona z koleżanką, mistrzynią prac ręcznych, największą jaką znam ;) Zapowiedziała, że weźmie ze sobą conieco, a reztę może jakoś zamówię u mamy (tak, zacieśniły się nam więzy rodzinne ostatnio) i będę mogła rozpocząć naukę.
Rozmawiałam, jak co dzień z ludźmi z pracy. Dziewczyna, któa siłą rzeczy musiała mnie zastąpić radzi sobie na prawdę nieźle. Stwierdziła z resztą, że wszystkie moje pliki, dokumenty i inne, które zostawiłam, są tam uporządkowane, tak jasne i czytelne, że mimo dużej ilości pracy, można wiele samemu wywnioskować. To miłe. Poprosiłam żeby powiedziała to samo szefowi ;-)

Brak komentarzy

Wbrew pozorom siedzenie w domu 24h na dobę nie oznacza wydłużenia czasu spędzanego na sieci. Po prostu, trzymanie laptopa na kolanach zwiększa ból nogi, a uwierzcie mi, że trzeba się nie źle nagimnastykować, żeby pisać, kiedy leży on obok, a noga, co najmniej jedna, jest prosta i na dodatek uniesiona przez poduszki.
Nie zmienia to jednak faktu, że błogosławiona hydroxyzina działa, poprzedniej nocy trzy pobudki, dziś tylko jedna i to wymuszona, bo na antybiotyk. Alleluja!

Dzięki wyspaniu, zaczęłam się lepiej czuć i lepiej znoszę ból nogi. Zaczęłam też myśleć o jakiejś aktywności. Książkę zamówiłam u taty i zaczęłam się zastanawiać nad aktywnością manualną. Skłaniam się ku jakiemuś wyszywaniu tudzież haftowaniu. Tacie wytłumaczyłam, że jako wyzwolona kobieta mogę z czystym sumieniem wrócić do tego typu prac bez obaw :)
Muszę tylko zdobyć sprzęt i jakąś podstawową wiedzę.

Brak komentarzy

Tak, no więc środek nasenny, który dziś wzięłam zadziałał dość nieoczekiwanie. Nie mogłam zasnąć dość długo, a obudziłam się już po godzinie. I to by było na tyle, bo usnąć już mi się nie udało. Siedzę więc tak od dwóch godzin. W telewizji skończyły się rzeczy nadające się do oglądania, szklanka wody pusta, kot uciekł na drugi koniec łóżka, a ja czekam chyba na świt. Gdybym chociaż mogła położyć się na boku, zmienić pozycję.
Rano mamy dzwonić do lekarza w sprawie zwolnienia, póki co bowiem nie mam żadnego potwierdzenia, że jestem chora, przynajmniej formalnie. Przy okazji więc zadam mu kilka pytań. Obawiam się jednak, że niewiele pomoże w kwestii bólu, który nie znika od dwóch dni, a po proszkach nasennych w szpitalu też się budziłam. Chociaż fakt – jednak więcej spałam.
Obrzydliwe uczucie. Współczuję osobom, które na stałe cierpią na bezsenność. Ja już nie mogę wytrzymać.

Brak komentarzy

W ramach bycia biedną, poszkodowaną, kochaną córeczką, odwiedził mnie dziś tata. Zadzwoniłam wcześniej do mamy i poprosiłam o obiad, żeby mąż nie musiał stać nad garami. W telewizji co chwila mówią o wypadku autokaru, jednego, drugiego. Co za dzień!
Posiedziałam sobie dziś z tatą i posłuchałam wstępu do opowieści o naszej rodzinie. Wiem bowiem, że historię mamy niezwykle ciekawą, a znam jedynie jej strzępki. Dowiedziałam się w końcu kim z zawodu była moja babcia i że miała doktorat z prawa. Dowiedziałam się, co ojciec sądzi o pogłoskach dotyczących mojego dziadka.
Zwykle nie ma czasu na takie rozmowy.
Teraz jednak będę miała go sporo. Może w końcu nauczę się wyszywać?

2 komentarzy

Za oknem jasno, słońce wstaje między budynkami, rzucając na ścianę nieprzciętnie żółte promienie. Z pewnością bym tego nie oglądała w normalnych warunkach, zwykłam bowiem o tej porze, w niedziele, spać; albo przynajmniej bardzo się spieszyć.
Przez nogę jednak nie mogę spać już od półtorej godziny.
Zaraz chyba wyjdę sobie na balkon, usiądę i pocieszę się kolorami. Słychać ptaki.
A jak zrobi się pora dla normalnych ludzi, to wyślę męża po jakieś prochy na sen.

z drugiej jednak strony, ani ze mnie kózka, ani skakać nawet nie planowałam. Innymi słowy trochę pierdoła. We wtorek bowiem miniony, wykonałam dość klasyczny gag filmowy, polegający na wywróceniu się na prostej drodze, nie wszedłszy nawet na pierwszy schodek.
Okazało się, że w rzeczywistości nie jest to ani takie przyjemne ani bezbolesne. Skracając nieprzyjemną część, złamałam nogę z przemieszczeniem i zwichnięciem, miałam operację, mam dwie 7centymetrowe śruby w kostce i bardzo, ale to bardzo ciężki gips. Jeśli opinia lekarzy się potwierdzi, to będę tak z nim chodzić 6 tygodni, a potem jeszcze drugie tyle zwolnienia i rehabilitacji. Ha ha ha. Kurtyna.

Upał zrobił się nam, niemal z dnia na dzień, nieziemski. Prysznic minimum dwa razy dziennie, najchętniej krótkie spodnie i bluzka z jak największym dekoltem. Jutro jednak nic z tego. Będą długie czarne spodnie i coś na górę, nie wiem jeszcze co. Nie wiem również, czy z Panią Kierownik spotkam się w biurze, czy gdzieś na mieście, gdyż mail z informacjami jakoś do mnie nie dotarł. Może przez upał ;-)

Dziś wieczorem, przeczekaliśmy najgorszy gorąc i udaliśmy się na kawę, do Paradoxu, a co. I wiecie co? Strasznie fajnie, tak sobie z mężem wyjść. Chociaż, nie żebym nie lubiła, żadne przytulanie nie wchodzi w grę.

Brak komentarzy

Wyrwana ze snu upiornym dźwiękiem budzika, wrzasnęłam na siebie w myślach. Czemu dzwoni o 6:30 w niedzielę?!! I kiedy już miałam oburzona iść spać dalej, coś mnie tknęło, spojrzałam w kalendarz i odczułam jeszcze większe cierpienie. Jednak jest poniedziałek, nie chce być inaczej.

Zdecydowanie weekendy są za krótkie. Muszę jednak przyznać, że miniony był bardzo przyjemny. Mimo, czy też dlatego, że słomiany. Mąż pojechał pod namiot, a ja spotykałam się z bliskimi mi kobietami. Obejrzałam sobie (chyba) debiut Penelope Cruz „Belle Epoque”.
Stojąc później na balkonie, spoglądając na kominy Siekierek, doszłyśmy z Kasią do wniosku, że coś się zmieniło. Żeby oglądać klasykę, prawdziwe kino, musimy mieć wyjątkowy nastrój, dobry humor. Na codzień jednak coraz lepiej nadają się takie właśnie, lekkie, miłe i przyjemne filmy.
Byłam też u Przyjaciółki na działce, gdzie spędza kilka dni w rodzinnym gronie. Jeździłyśmy tam w wakacje i na weekendy mając naście lat. Czytałyśmy, opalałyśmy się, gadałyśmy o chłopakach, zbierałyśmy grzyby, chodziłyśmy na targ po owoce…
A teraz zrobiłyśmy sobie pierwsze wspólne zdjęcie. Ona, jej Córeczka i ja.
Na koniec odwiedziłam jeszcze mamę. Dostałam chutney z mango.

Wracając jednak do rzeczywistości – przechodzę na dietę. Dość już wpędzania samej siebie w kompleksy. Jutro idę na spotkanie w sprawie pracy. A w środę na basen. Czas poukładać sobie czas wolny tak, by czuć, że mam wakacje. No i zaplanować w końcu, kiedy i jak spędzimy urlop.


  • RSS