wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2007

Pracy w pracy miałam dziś akurat. Nie przepracowałam się, ale cały dzień miałam co robić. Wyszłam chwilę po 16 wysyłając kolegę na pocztę z moim i męża mego PITem. To się nazywa wykorzystywanie niższych rangą, wiem. ;]
Korzystając z 20% obniżki na wszystko w Trafficu kupiłam sobie dwie płyty, na które już dawno miałam ochotę. Jedna właśnie leci. A ja, z laptopem na kolanach, wyciągnięta na kanapie. Jak dobrze. Nikt nic nie chce, nic nie muszę zrobić na wczoraj, mogę po prostu porobić NIC.
Fascynujące. Cudowne.

A jutro zrobię chłodnik z botwinki, aż gęsty od świeżyzny.

Po pierwsze więc w końcu poznałam Nowonarodzoną i zobaczyłam jej Mamę. To niesamowite, że Przyjaciółka ma została mamą. Najprawdziwszą z pieluchami, płaczem i laktacją. Póki co jednak Maleństwo specjalnie dla mnie dało popis niespotykanie długiego i spokojnego snu. Piękna jest!

Po drugie dowiedziałam się dziś jak ma wyglądać moja sesja. Na pięć egzaminów w tym semestrze czztery mam w ciągu jednego weekendu. Po jednym rano i wieczoru. No wytłumaczcie mi, jakim cudem mam niby się przygotować porządnie do CZTERECH egzaminów jednocześnie?? Nie muszę dodawać, że odbędą się one przed oficjalnym startem sesji, więc tracimy po jednym wykładzie z każdego. I że to już za niespełna miesiąc!! Na za dwa tygodnie duża praca zaliczeniowa i kolos. Brzmi wesoło. Szczególnie biorąc pod uwagę ilość pracy jaką mam ostatnio do zrobienia, przeprowadzkę, która powinna dawno nastąpić itp.

Po trzecie przeżywam kryzys małżeński, o którym mój mąż zdaje się nie wiedzieć. To wszystko razem sprawia wrażenie dość chorego układu i powoduje niezbyt wesołe myśli o jakości mojego związku. Stosuję oczywiście zasadę nie podejmowania wiążących decyzji w sytuacji stresowej itd. Tylko po prostu jest mi dużo ciężej niż sądziłam, że jestem w stanie wytrzymać.

Dobrze, że ten tydzień w pracy luźniejszy. W przyszłym 4,5 dnia urlopu. Dobrze to wszystko rozplanować i pewnie rozejdzie się po kościach, jak zwykle. Ciekawe tylko jak długo można zamiastać śmieci pod dywan?

!!!!

Brak komentarzy

Według pierwszej urwanej i bardzo krótkiej informacji, moja najbliższa, najukochańsza Przyjaciółka, urodziła ledwo przed chwilą małą Emilkę!!! Jestem przeszczęśliwa, bo biedna męczyła się długo. W każdym razie czuję się bardziej ciocią niż odnośnie moich własnych (ciotecznych) siostrzeńców.
Gęba się śmieje!

Update – 3500 i 57 długości i jest podobno piękna! Świeżo upieczony ojciec obiecał mi zdjęcia jak tylko wróci do domu.

Po rajdzie

Brak komentarzy

Ufff. Odmoczyłam się, wyszorowałam skórę, ponakładałam wszelkie możliwe maseczki itd. celem pozbycia się kurzu zewsząd. Mam wrażenie, że płynie mi w żyłach.
Plan mam taki, że za chwilę pójdę speć. Przede mną pobudka o 6:30 jak zwykle i rozpoczęcie bardzo intensywnego tygodnia w pracy, który zakończy się weekendem na studiach, a przerwany będzie wyjazdem służbowym do Gdańska.

A jak było? Pioruńsko ciężko. Stosunek snu do pracy nieciekawy: 3 godziny snu z czwartku na piątek, po nich 16 godzin pracy, 5 godzin snu, 24 godziny pracy ( w tym dwie godziny bankietu zakończonego odwożeniem gościa 70 km w jedną stronę. Potem 4 godziny snu i już o 13:30 wystartowaliśmy w drogę powrotną. To tyle statystyk.

Jak było? Rewelacyjnie! Poznałam w końcu osobiście ludzi, z którymi pracuję. Kompletnie pozmieniały się moje wrażenia i sympatie. Poznałam też mnóstwo nowych ludzi, fantastycznych (oczywiście nie tylko), brałam udział w nielada przedsięwzięciu, oglądałam offroadowe przeprawy ze zbyt bliskiej odległości. Przekonałam się, że umiem przekonać organizm do funkcjonowania wg. moich dyrektyw. Dużo się śmiałam i czułam, że jestem tam potrzebna, że gdyby nie ja – wszystko wyszłoby gorzej.
Dowodem na to jest dla mnie informacja, że dziewczyna, która generalnie to wszystko organizuje już zapowiedziała szefostwu, że się beze mnie nie obejdzie. Następny etap za dwa miesiące w okolicach Wrocławia. Nie bardzo wiem, jak uda mi się to połączyć z sesją, ale będę tam.

No i opaliłam sobie odrobinę twarz. Głównie nos. Co jednak jest dość zaskakujące biorąc pod uwagę, że na grzbiecie miałam generalnie wszystko co ze sobą wzięłam i jeszcze kilka innych rzeczy zdobytych na miejscu.
Zdjęcia pojawią się. Jak zdobędę kabel i sprawdzę czy ich jakość będzie wystarczająca do czegokolwiek, bo używałam nie swojego aparatu.

Ps. Maciek Zientarski był bodaj czwarty.
W sieci pojawiły się pierwsze zdjęcia to podam linka

Jakby ktoś miał do mnie jakąś sprawę, to zapraszam. Będę tu. Jadę jako obsługa techniczna. Spodziewam się wysiłku fizycznego i innych jak w tytule. taRAra

3 komentarzy

Jak stwierdził wczoraj przewodniczący Olejniczak: ta łyżka dziegciu przelała szalę goryczy.
Ja jeszcze dziegciu nie połknęłam ale goryczy we mnie dziś mnóstwo. Nie znoszę siebie takiej. Płaczliwiej, przewrażliwionej i nastawionej na nie.

Wczoraj robiliśmy przymiarkę do przeprowadzki. Nie wyobrażam sobie jak mamy się nie udusić, albo nie zabić potykając o meble. Mieszkaliśmy już we dwoje w 6 metrowym pokoju. Ale on był częścią większego mieszkania, były inne pokoje do których można było pójść, były osobne kuchnie, były wanny w łazienkach. A tu – żadnej ucieczki.
Głęboki oddech. Tak, jestem przerażona.

Podczas rozmowy z mężem zabrałam się za prasowanie (jak ja nienawidzę prasowania koszul!), a w tle włączony był telewizor. Traf chciał, że zaczął się program Kuby Wojewódzkiego, który kiedyś zdażało mi się oglądać.
I co? I nic. Nic ciekawego! Kuba jest mało dowcipny, mało przygotowany, a robienie sobie dowcipów z czyjejś tuszy naście razy w czasie kilkunastu minut jest mało śmieszne. Nie wiem, czy on się zmanierował, rozleniwił, czy po prostu nie ma już pomysłów, w każdym razie następnym razem chyba do prasowania włączę radio. ;/

1 komentarz

W niedzielę zaczynam wykładem o 8:00. W poprzednim semestrze zaczęliśmy ten przedmiot i byłam tylko raz. Baba po prostu czytała swoją własną książkę, a wg. mnie, jest to brak szacunku do uczniów. Nie wykładała, nie podpierała się nią tylko siedziała i 1,5h czytała w tempie dostosowanym jedynie do siebie na dodatek.
W tym semestrze temat wykaracza już poza materiał w jej książce więc się podobno zmieniło i to na lepsze. Ponoć jest wręcz fajnie. Planowałam więc, za każdym zjazdem, dotrzeć i sprawdzić pogłoski.

Jakoś jednak mi nie wychodzi ;] Może następnym razem?

z głowy

2 komentarzy

Referat z pedagogiki społecznej zaliczony na 5.0. Na poprzednim zjeździe rozpoczęty, teraz zakończony. Oba razy zostałam nagrodzona oklaskami. Od kilku osób usłyszałam potem jeszcze indywidualne gratulacje. Tak więc Kat, masz rację. Był co prawda pierszy, ale ma spore szanse być i najlepszym. Cudowne uczucie ;-)

Zajęcia z edukacji zdrowotnej również poprowadzone i mimo drobnych potknięć, zaliczony na 5.0.

Odnośnie zaliczania ćwiczeń to z większych rzeczy zostało stworzenie pracy na dydaktykę na temat gry dydaktycznej ze stworzeniem takowej oraz kolokwium z historii wychowania. 12 maja. Czyli dzień po powrocie z Budapesztu. Damy radę ;)
Ukłon.

Przesłałam specjaliście (w tej roli moja mama) referat do sprawdzenia. Dowiedziałam się, że mam przyjść bo jest mnóstwo błędów, praca została cała pokreślona, a konstrukcja uznana za źle ustawioną. Po czym dowiedziałam się, że bardzo dużo wiem i że świetna robota.
Zdecydowanie to nietypowe doświadczenie.
Tak czy siak, siadam do poprawek i mam tylko nadzieję, że wysiłek zostanie doceniony. A nawet jeśli nie, to zdobyta wiedza jest zdecydowanie bezcenna :)


  • RSS