wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2006

tia

1 komentarz

No więc, co wybrać: dulszczyznę czy tzw. publicze pranie brudów?

Wczoraj nie dałam rady i po raz pierwszy od dawna, coś we mnie pękło. Wybiegłam z ćwiczeń lejąc łzami po podłodze, względne opanowanie się zajęło mi 15 minut, po których co prawda na zajęcia wróciłam, ale łzy leciały nadal. Tylko już bezgłośnie.

Od dawna, to znaczy od początków liceum, do takiego stanu doprowadzała mnie bowiem do tej pory jedynie pani od matematyka z pierwszego mojego LO.
Z dwojga złego wolałam to, niż kiedy przyczyną jest rodzony brat.

Brak komentarzy

Nie, nie. Ja się wcale jeszcze do pracy nie przeprowadzam.
Tylko czemu, do jasnej anielki, zostawiłam tam kosmetyki niezbędne do porannego makijażu i jak mam ich jutro rano użyć?

Brak komentarzy

Obawiam się, że jeśli tak dalej pójdzie, to w końcu zrozumiem na czym dokładnie polega depresja. Organoleptycznie doświadczę znaczy się.

Złota jesień

Brak komentarzy

Z różnym natężeniem ale jednak złota polska jesień. Liście pożółkłe spadają, deszczyk niezbyt często pokapuje, słońce niemal codziennie pięknie świeci. A ja to wiem w zasadzie tylko z opowieści, bo jadę do pracy – szarówka, wracam – ciemnica. Jutro jednak… jutro mam upragnione pół dnia wolnego. Pójdę do mamy, na otwarcie nowej siedziby UCha, a potem mam czas dla siebie. Połowę spędzę na pisaniu referatu na studia, a drugą może w parku, a może szlając się po mieście? Tak mi się chce naładować.. :)

Poranny sparing

1 komentarz

Jak co tydzień słuchaliśmy z mężem porannej Olejniczakowej w Zetce. Program się skończył, a my zaczęliśmy dyskusję o Ważnych Rzeczach. W którymś momencie zdałam sobie sparawę, że dyskusja nam wyszła tak zacięta, że niemal jak na ringu! On mnie tu hakiem, a ja unik i prawy prosty ;) Skończyło się oczywiście bezboleśnie i z uczuciem spełnienia.

Powtarzalność

Brak komentarzy

Od jakiegoś czasu, każdy pracujący dzień zaczynam tak samo. Po włączeniu komputera sprawdzam cztery skrzynki pocztowe i uruchamiam trzy – cztery okiena gg. Poranne rozmowy, ustalenia, przeciąganie się słowne. Odpowiedzi, porządki w mailach popite kawą (jeśli oczywiście nie są to miniony poniedziałek i wtorek, wtedy na kawę był czas dopiero po południu). A potem skok na głęboką wodę i dzień uspokaja się nie wcześniej niż o 16.
Po pracy za zwyczaj dzień jest równie szybki, a noc oczywiście zbyt krótka, ale dzięki temu poziom organizacji wzrasta, a ilość rzeczy, jakie robię w ciągu doby odpowiada mojemu objawiającemu się coraz częściej pedantyzmowi i paraperfekcji ;)

Dobrze

Brak komentarzy

Obudziłam się w piątek i po krótkim rozpatrzeniu ‚za’ i ‚przeciw’ zadzwoniłam do pracy, że nie przyjdę. Byłam chora, przemęczona, ledwo przytomna i nieprzygotowana na zajęcia.
Zadzwoniłam i poszłam spać dalej. Co spowodowało, że wstałam w sumie po ponad 10 godzinach (organizm chyba postanowił odespać wszystko na raz. I słusznie bo więcej okazji nie będzie w najbliższym czasie ;) ). Piątek przeznaczyłam więc na zdrowienie, odpoczywanie i robienie wszystkiego z czym się ostatnio nie wyrabiałam. Domowo, naukowo itd. Oczywiście udało się to tylko po części ale pozwoliło odetchnąć.

I chyba tylko dzięki temu drugi zjazd zaliczam do udanych. Odbyły się wszystkie zajęcia, mam swoje wnioski, swoje sposoby, poznaję wykładowców, grupa się integruje i organizuje. Generalnie jest dobrze. No i zostałam mianowana kołem ratunkowym grupy odnośnie aktywności na zajęciach. Pierwszy referat mam za sobą, drugi muszę zacząć tworzyć. Przynajmniej z głowy będzie ;)

Dziś w związku z tym daję sobie po pracy czas na odpoczynek po weekendzie. Może jakiś spacer albo kino? :)

Brak komentarzy

To nie jest dobry dzień. To nie jest dobry tydzień. Mam po prostu dość. Wizja weekendu na studiach po 14 i 12 godzin bez przerw mnie przeraża!

kryzys

1 komentarz

Po wczorajszej kłótni z mężem stwierdzam, że mam kryzys małżeński. Chyba tylko ja, bo kiedy jemu przeszło wczoraj, zaczął zachowywać się, jakby nic się nie stało.
Stało się jednak i tym razem się nie ‚rozejdzie po kościach’. Nie zgadzam się bowiem na rolę psychicznego worka treningowego dla zestresowanych mężów.

sennie

Brak komentarzy

O ile jeden czy nawet trzy dni niedosypiania, to nie problem, to trzy tygodnie już dają się we znaki. Dziś spałam nieco ponad sześć godzin i mimo iż wstałam bez problemu – jestem nieprzytomna. Kawa niewiele tu zmienia.
Na szczęście nie wpływa to na nastrój, ostatnio mocno poprawiony w babski sposób, czyli zakupami. Wczoraj wisienką na torcie stał się zakup pięknego wczesnojesiennego płaszczyka w kolorze głębokiej czekolady. Jesiennie w koło, ja również poddaje się więc tendencji i obrastam w ciepłe kolory. Ciepłe co nie znaczy zdechłe, jest bowiem głęboka śliwka i jasna musztarda. Jakie to przyjemne!

Mniej przyjemne jest to, że w chronicznym zabieganiu i braku czasu, nie mam siły zabrać się za to, co powinnam. Czyli przygotowania do nadchodzącego weekendu i zajęcia. Tekstów do przeczytania nadal tyle samo co tydzień temu. Dziś jednak jest już postęp – mam je ze sobą w pracy i jest cień szansy, że uda się coś ruszyć. Oby!


  • RSS