wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2006

No więc, po pierwsze przeżyłam. Po drugie mieliśmy jedno planowe okienko (podczas którego przyjechałam do domu na ugotowany przez męża obiad – luksus!) i jedno nieplanowe. Nie jestem w stanie zrozumieć, czemu Doktor prowadzący ćwiczenia, pierwsze ćwiczenia w tym roku i pierwsze z nami w ogóle, spóźnia się na półtoragodzinne zajęcia o minut 30. I może bym się nie przejęła, gdybym wychodząc z budynku nie zobaczyła, jak spokojnie kończy sobie papieroska.
Mam rewelacyjnego wykładowcę od dawnej literatury polskiej – oszołom kompletny. Najmniej chyba podoba mi się Dr. prowadząca ćwiczenia z biomedycznych podstaw rozwoju. Ale jako że z uprzedzeniami należy walczyć, a przynajmniej nie dać ich po sobie poznać – zgłosiłam się do opracowania pojęć i wygłoszenia czegoś na ich temat na następnych zajęciach. A co.

Generalnie mimo okienek jestem padnięta, choć gdyby nie męczący mnie od 6 godzin ból głowy, nie byłoby tak źle.
Idę więc zaraz spać, jutro zaczynam wykładem o 8:00 i kończę 12 godzin później. Indeks mam, legitymację mam, czyli dowody rzeczowe i mogę udowodnić, że rzeczywiście studiuję. ;)

Zaczyna się

4 komentarzy

Dziś mam oficjalne rozpoczęcie roku akademickiego, a jutro zaczynam zajęcia. Podpisałam umowę i mam ją ze sobą, choć z tyłu głowy jakiś diabeł podpowiada, że jeszcze się wycofać mogę. Diabeł aż zbaraniał kiedy spojrzał w plan zajęć i przeczytał : soboty 7:15 – 21:00 z przerwami 15 minutowymi między zajęciami, niedziele 8:00 – 20:00.

Siku w butelkę, jedzenie to przeżytek, picie to uzależnienie, z którego należy się leczyć, a odpoczynek jest przereklamowany.

A ja nie dość, że sama sobie to wybrałam, to jeszcze się mimo pewnej obawy, cieszę.

Podsumowanie

2 komentarzy

Szef zadowolony z mojej opieki nad córką, pieniądze dostałam elegancko, w kopercie ;) Ucieszył się też na moją propozycję, że mogę tak częściej jeśli będzie chodziło o 1-2 dni. Super, może coś sobie dorobię w końcu.
A tak czy siak muszę znaleźć kogoś drugiego, najlepej dziewczynę niezamężną i mieszkającą z rodzicami, która ucieszy się, że może się z domu na kilka dni wynieść ;)

Namęczyć to się wczoraj nie namęczyłam. Zjadłyśmy wspólnie świetną kolację, pogadałyśmy o tym jak się jej podoba, o szkole, wyjazdach, planach itd. A potem ona uciekła do swojego pokoju, ja sobie film na DVD obejrzałam i poszłam spać :)
Rano tylko się denerwowałam, że się spóźni do szkoły ale wszystko poszło ok. No i do pracy dotarłam w 7 minut. Bardzo przyjemna forma dorabiania, język siłą rzeczy ćwiczony no i inne spojrzenie na codzienność (choć zdecydowanie specjalnie dla mnie ugrzecznione :>). Zobaczymy czy będzie coś dalej.

W ramach ratowania z opresji własnego szefa, spędze dzisiejszy wieczór i noc u niego w domu. Choć, żeby uspokoić wasze poczucie moralności dodam, że jego tam nie będzie.
Będzie natomiast jego 15letnia córka, z którą to mam iść na kolację do wypasionej (jak na moje standardy) restauracji, posiedzieć, pogadać (szlifując angielski) i wysłać rano do szkoły. Spodziewam się więc miłego i spokojnego wieczoru, a jeszcze mi za to zapłacą ;]

Brak komentarzy

Przez większą część weekendu był u nas mój brat. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów spędziliśmy tyle czasu razem (choć ja sporo wychodziłam :) ), nie mówiąc już o tym, że ani raz mnie nie wkurzył, nie pokłóciliśmy sie ani nic z tych rzeczy. Albo ja uczę się cierpliwości, albo on dorośleje. Tak czy siak uważam, że to zmiana na plus.

Ps. Dziś przełaziłam 2,5h po Grochowie robiąc Nikosiem zdjęcia odpadających tynków, zardzewiałych urządzeń itp. Pięknie!

Jak wiadomo imprezowicz ze mnie żaden, a jako iż planowałam wstać jutro (dzisiaj) wcześnie, wypadałoby już dawno spać. Nic z tych rzeczy jednak bowiem dopiero co skończyłam gotować zupę (z pewnością smakowałaby zupełnie inaczej ugotowana w ciągu dnia), a wcześniej zamieniać trzy siatki warzyw w 10 słoików lecza. Zapasteryzowanego.
W chwilach wolnych od nerwów związanych z pracą oraz korzystając z oddechu przed-studiowego, zamieniam się w kurę domową. Która na dodatek niezmiernie się cieszy, że jej własny mąż w tym czasie, gra sobie w planszówki.

Kto by pomyślał.

Na szczęście, sinusoida ma to do siebie, że do góry też idzie. Tak więc, od wyjścia z pracy wczorajszego, humor systematycznie mi się poprawiał, aż do apogeum w postaci pożegnalnego spotkania w knajpie. Koleżanka wyjeżdża na stypendium, a ja jej po cichu zazdroszczę!

Dziś wyruszam w pierwszy plener fotograficzny, z moim Nikosiem! ;)

Brak komentarzy

Zgodnie z naturalną koleją rzeczy, po dniu dobrym, nastaje tragiczny. W przyrodzie bowiem nic nie ginie.

Znaczy się, choć papierów na to jeszcze żadnych nie mam, jestem od dziś studentką. Znowu. Tym razem na Pedagogice, a konkretniej, na animacji kultury. I czuję, że to w końcu strzał w dziesiątkę będzie.

Po pracy zaś mam pomóc bratu pozałatwiać z jego studiami. Nigdy nie sądziłam, że rozpocznę studia jednocześnie z tym ‚gówniarzem’ (6 lat młodszy)!


  • RSS