wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2006

Generalnie to mogę powiedzieć, że poniedziałek zaczął się koszmarnie i wszystko wskazuje na to, że przynajmniej do końca pracy taki pozostanie. Reszta tygodnia nie jawi się specjalnie świetliściej.

Jedynym plusem sytuacji jaki chwilowo widzę jest ten, że jednak w którymś momencie stąd wyjdę. Wrócę do domu pełnecho małoletniego śmiechu i energii i pewnie wpadnę w wir wymyślania zajęć i decydowania gdzie pójść najpierw.

Ps. Zaraz po napisaniu tej notki zostałam poinformowana, że mam iść na dywanik koło 12. Czekam na więcej?

Dziwne

Brak komentarzy

Dziwne to wszystko. Pierwszy raz w życiu mieszkam z dzieckiem, opiekuję się nim, organizuję czas i zaganiam do łóżka. Pierwszy raz od nas zależy czy się nie przeziębi albo czy nie będzie głodny. Oczywiście w wieku lat niemal dziewięciu nie jest to już zależne tylko od nas, Mały się buntuje, próbuje przeciągać strunę i okazywać nerwy. Okaże się, czy nasze pomysły na wychowywanie są dobre.

Odpowiedzialność i dziwna lekkość w sercu. Za chwilę wskoczy pod kołdrę (późno jest ale to w końcu wakacje!) i zaśnie jak zabity po długim i ekscytującym dniu. A ja porobię jakieś ‚swoje’ rzeczy.

W tle leci Miasto Aniołów, które oglądam po raz pierwszy i jakoś mi dobrze z tym wszystkim.

Wygrana

Brak komentarzy

Weekendowe starcie rodzice vs. teściowe wygrane! Przez wszystkich generalnie :) Znaczy się poza małymi niedociągnięciami (hotel okazał się burdelem i takie tam drobiazgi, o których kiedyś będziemy opowiadać ze śmiechem) było super. Pogadaliśmy, pojedliśmy, pospacerowaliśmy. I było normalnie.
Dziś rano wsiedliśmy w piątkę: moi rodzice, my z mężem i ośmioletni szwagier :> I bezproblemowo dojechaliśmy do domu. Jedzenie było, spacer był, nowe fajowe okularki słoneczne i nieznane dotąd kreskówki też. Jeszcze nie tęskni :)

Jednak

Brak komentarzy

Jednak Amerykańscy bogowie. Muszę ich sobie odświeżyć przed kolejną częścią. Alatriste jeszcze chwilę poczeka.

Dziś spędzę cztery godziny w pociągu więc będę miała okazję poczytać. I przypominają mi się lata podstawowo oraz średnio szkolne kiedy to czasu na książki było dużo, a potem nawet jeśli mniej, to sporo jeździłam pociągami właśnie. I czytałam. Namiastka urlopu w zabieganej codzienności.

Powoli znów odkrywam jak cudownym uczuciem jest połykanie książek. Czytanie ich w każdej wolnej (wykrojonej kosztem pracy czy siedzenia przy komputerze i odpisywania na zaległe maile) chwili, myślenie o tym co będzie dalej i układanie z przyjemnością listy książek oczekujących. Zawsze conajmniej pięć do przodu, a w zależności od nastroju mogę je zamieniać miejscami albo przesuwać w dalej nieokreślony czas. Wczoraj kolejny tom sagi Martina, dziś Ligocka o samotności, a jutro może kolejny Alatriste? A może wspomnienia zaprzyjaźnionej osoby? Na co bardziej mam chęć? Wolę mieszać klimaty więc raczej Alatriste.
A zakładka będzie z cynamonem…

Przyszli goście do prezesa, a kolega mnie pyta:

- Co to za binladeny przyszły?


Cóż, najwyraźniej nie każdy odróżnia Muzułmanina od ortodoksyjnego Żyda.

Stać będzie pod znakiem spotkania moich rodziców z teściami, po raz pierwszy na ich (teściów) gruncie. Oczywiście będziemy i my.
Rodzice na urlopie, odpoczywają się i lenią, a teściowa się denerwuje. Co ugotować, a w czym podać i co oni w ogóle jedzą?? Jedzenie jedzą!

Choć czuję, że najdalej jutro popołudniu i mi zacznie się udzielać. W końcu mam gotować na dziwnym piecu elektrycznym i nie swoich garnkach. A jeszcze nawet nie myślałam co.

No i jeszcze taki drobiazg. Oczywiście wszyscy się znamy i lubimy i w ogóle. Ale co my będziemy robić przez cały weekend?? Którego większość stanowić będzie Szabat czyli ani sieci, ani TV, ani wycieczki po okolicy? Zostaje chyba tylko inteligentna rozmowa. :>

Albo może raczej nie żyje? W którymś momencie odebrałam smsa, a jak niedługo później chciałam zadzwonić to zobaczyłam jedynie contact service. I żadne wyłączanie, wyjmowanie karty nie pomaga. W ogóle nie chce ze mną dyskutować. Tak więc czeka mnie pierwszy raz w życiu wizyta z telefonem u lekarza. I to na dodatek z jedynie 9miesięcznym telefonem!

Jak w każdą wolniejszą niedzielę, zapakowaliśmy z Mężem książki, zimną wodę i, tym razem, pudełko borówek, i poszliśmy na koncert do Łazienek. A co, kulturalnym trzeba być.
Ławeczki częściowo wolne, oczywiście, jedynie w pełnym słońcu. Wyszliśmy więc, niestety, przed końcem ale za to stopy złapały i opaliły się w kratkę od sandałów.

Ślub wzięliśmy ponad pół roku temu, a płytę z nagranym przez mojego brata filmem wydębiłam dopiero dziś. Ale nie narzekam.
Obejrzeliśmy sobie więc z mężem nagranie i aż mi łzy w oczach stanęły. Tylu przyjaciół i członków rodziny w jednym miejscu i czasie, tyle uśmiechniętych twarzy, tyle dobrych emocji. Bezcenne.


  • RSS