wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

  Chciałabym, och jakże bym chciała móc czasami decydować o czasoprzestrzeni. Móc ją dowolnie rozciągać i przestawiać.
Bo jak inaczej, w środę wieczorem, przenieść się o 200 km, po to tylko żeby przytulić przyjaciela i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze?
Albo jak inaczej być jednocześnie w kilku miejscach z różnymi ludźmi?
  Cieszy mnie ten urlop niezmiernie. Ale chciałabym go spędzić jednocześnie w Krakowie, Bielsku, Łodzi, Warszawie i Żywcu. Tak na początek znaczy się.

Urlop

Brak komentarzy

  W piątek, zaraz po pracy, jak tylko zawinę po S. wyjeżdżamy. Czerwoną torpedą, spowolnioną zdrowym rozsądkiem pomkniemy do przyjaciół na weekend, do Bielska. Potem wpadniemy na chwilkę do jeszcze_nie_teściów i uciekniemy do Krakowa. Zaklinamy pogodę by była nadal ładna, byśmy mogli złazić troszkę parku ojcowskiego i innych fajnych, niepozannych przez nas miejsc.
I spotkać się z przyjaciółmi. To jednak strasznie dziwne, że w grodzie Kraka mieszka więcej bliskich nam ludzi, niż w rodzinnej warszawie.

  Myśl o tym wyjeździe stanowi kropkę do niemal każdego pomyślanego zdania. I dobrze, bo od jakiegoś czasu zaczynam każdy dzień załatwianiem spraw. A to urząd, a to ZDM, a to milion innych. A ja na prawdę, z całego serca, nienawidzę wstawać wcześniej niż muszę. :)

O jedzeniu

2 komentarzy

  Zrobiłam sobie dziś na kolacje tosty. Takie klasyczne, z serem, wędliną i ogórkiem kiszonym.
NIE BO W GĘ BIE !! Od miesięcy nie jadłam :)
  Jak widać, bycie na diecie ma zalety, nawet w nieoczekiwanych miejscach. Nigdy nie sądziłam, że tak zasmakują mi zwykłe tosty.

Miejsca

Brak komentarzy

  Z różnych względów, nie chodzimy zbyt często z S. po knajpach. Mamy kilka sprawdzonych, jakby co to chodzimy gdzieś blisko domu, albo po drodze w miejsce docelowe. Efektem tego jest kompletna nieznajomość gastronomicznej mapy warszawy.
  Wczoraj z racji dostania wypłaty postanowiliśmy wybrać się do knajpy. Szukamy bowiem miejsca na rodzinny obiad poślubny. Nie mamy chyba wielkich wymagań, chcieliśmy zjeść w miejscu, które nie zabije nas ceną (zapłacić trochę więcej niż zwykle, bo na to będziemy mogli sobie pozwolić w czasie tegoż obiadu), w którym zmieści się 20-30osobowa grupa tak by albo mieć osobną salę, albo zająć cały lokal. By przy okazji wyglądało sympatycznie. A reszta wyjdzie w praniu.
  No i półtorej godziny łaziliśmy zanim gdzieś weszliśmy. Albo za duże, albo za małe, albo za drogie. Trafiliśmy w końcu do Rusticoni – włoskiej knajpki na wilczej i muszę przyznać, że się nam podoba. Potencjalne Miejsce. Pyszne Ravioli, sprawna i bardzo miła obsługa, ładne wnętrze, ceny takie jakie planowaliśmy.I jeszcze dostaliśmy po kielonku zchłodzonego Limoncello. Mniam! Takich miejsc będziemy szukać. :)

  Poprzedni tydzień był przełomowy. Wymyśliliśmy w końcu jak to zrobić by i goście byli zadowoleni i my i portfele. Wesela nie będzie, jedynie obiad dla rodziny i impreza dla znajomych. Już my to tak zrobimy, by wyszło taniej. Coraz więcej kosztownych rzeczy również odrzucamy. Moja suknia ślubna najpierw potaniała o 1 tys. zł. W tej chwili cena znów się chybocze bo coraz większą mam ochotę okroić ją o kolejne setki.
Rodzice moi przekonani, nad rodzicami S. będziemy pracowali za dwa tygodnie, ale chyba nie będą mieli wiele do gadania, jeśli, w co wątpię, mieli taki zamiar.
  Dziś z kolei zapięłam pierwszy guzik do końca, mianowicie odebrałam i zniosłam z drugiego na pierwsze piętro skrócony (bardzo, skrócono go nawet o papier ‚firmowy’) odpis urodzenia i złożyłam świstek z nazwiskami świadków.
  Kolejny guzik dotyczył będzie zarezerwowania salki na dole Pałacu Ślubów w celu podania weń szampana oraz przyjęcia życzeń.
Miejsca na obiad i imprezę szukamy, pomysłów kilka jest.

Brak komentarzy

  Tu miała być notka, którą planowałam napisać. Nie ma jej jednak, bo nie mam czasu. Normalnie dziś tu zwariuję!
Jeszcze trzy godziny. :)

  Jeśli nie wydaży się nic niezapowiedzianego, to na pierwszy tydzień października jedziemy na urlop. Między innymi do rodziny S. Która dowie się o zmianie planów weselnych. Wg. S. powinni się wręcz ucieszyć. No i mam nadzieję, że w końcu się ruszy na dobre. Jestem dobrej myśli.

Próba

2 komentarzy

  Dziś będziemy z S. próbować spędzić miły, niezobowiązujący wieczór. Z piwkiem, kinem i miłą rozmową. Bez stresów, problemów w pracy, z odrobiną problemów z organizacją ślubu, ale nie za wiele.
Wczoraj bowiem zapytana zostałam, jak tak na prawdę chciałabym, żeby to wyglądało. I mam wrażenie, że już sama nie pamiętam, że po tych wszystkich ‚wypada’ i ‚powinniśmy’ oraz ‚bo inni’ zgubiłam własną wizję.
A to chyba nie o to chodzi.

Stres

Brak komentarzy

  Stres spowodowany pobytem mego brata (jakież to egoistyczne widzenie tematu) w szpitalu powoli mija. Wiem mniej więcej co rzeczywiście jest grane, spędziłam z nim nieco czasu, wpłynęłam nieco na poprawę sytuacji między nim, a mamą. Bo oboje są jak buty – głupi, uparci i nie wiem nawet jak mieliby to przerwać.
  Ale poziom stresu u mnie ostatnio widocznie powinien być na stałym poziomie. Spędziłam więc nieco czasu z własną matką, która przeprowadziła ze mną rozmowę. A ja tego wysłuchałam i obiecałam przemyśleć. Mimo że od samego początku wiedziałam co o tym myślę.
Myślę bowiem – kobieto, pójdź do lekarza i nie odzywaj się do mnie póki nie zaczniesz normalnie myśleć.
  Mam dość, nie mam kiedy się zregenerować, dochodzi do tego, że żeby nie powodować nieprzyjemnej sytuacji w pracy myślę o odwołaniu urlopu. Bo owszem, należy mi się, mam go jeszcze w tym roku z 10 dni, ale prezes i tak to skomentuje tak, że mi się odechce. Urlopu, pracy, życia.
  Zastanawiam się tylko czy kiedy nie jestem w takim dołku – też tak się przejmuję? Teraz nie pamiętam.

Dzieje się

2 komentarzy

  Kiedy dzwonią do ciebie z informacją, że brat został odwieziony ze szkoły do szpitala – jesteś w szoku. Kiedy ten brat informuje, że ma podejrzenie krwiaka na mózku – zaczynasz wpadać w panikę. Kiedy do tego musisz przesiedzieć cały dzień w pracy, nie wiedząc tak na prawdę co się dzieje, czujesz się jakbyś wariował.

  A przynajmniej ja tak mam. Kiedy po tym wszystkim dowiedziałam się, że chyba jednak nie ma krwiaka, a złe samopoczucie wynika z plomby jaką brat dostał poprzedniej nocy, mieszają się uczucia. Bo z jednej strony to dobrze, to diabelsko dobrze, że nie krwiak. A z drugiej strony normalnie zabiję gówniaża, za to co on wyprawia z własnym życiem.

  A jak kiedyś dorośnie do tego, by zrozumieć, co wyprawiał, to strzelę mu kazanie. ;]


  • RSS