wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2005

Joga

3 komentarzy

  Weszła mi w krew. I bardzo mi z tym dobrze. Chodzę regularnie, sama, bo Przyjaciółka ciągle w rozjazdach. Coraz lepiej sobie radzę i z radością czuję, jak prostuje się mój kręgosłup (moralny też :) ).
Wczoraj zajęcia z instruktorką – zastępcą. Tym razem o niebo lepiej. Nawet się zmęczyłam. Nie jakoś strasznie, ale mięśnie czułam.
Jak ja mogłam na tak długi czas zapomnieć, że uwielbiam wysiłek fizyczny, wymęczenie się i że czerpię z tego energię? Postaram się już wbić to do głowy na zawsze.

  Weekend spędziliśmy z S. w Krakowie, na ślubie i jego konsekwencjach, przyjaciół. Było to wydarzenie niesamowite, a przy okazji wydarzyły się Rzeczy, które dają do myślenia. Generalnie jestem zadowolona mimo wracania do domu pociągiem w poniedziałek o 6 rano, co wiązało się ze wstaniem godzinę wcześniej.
  Po powrocie i ustawieniu się jako tako do pionu, wbrew organizmowi, zabrałam się za pracę. Jednak wstawanie o 7 kiedy poszło się spać o 2 nad ranem, jest nie dla mnie.
Cały czas jednak mam wizję końca projektu. Oficjalnie jutro, nieoficjalnie nie dalej niż do końca tygodnia. Będę mogła wtedy wrócić do domu po pracy i na ten przykład robić nic. Byczyć się przed telewizorem, pójść na spacer, poczytać albo pójść spać o 20.
Nie wiem tylko co na to pozostałe moje obowiązki pozapracowe. Ale o tym pomyślę po jednodniowej przerwie. :)

  Umiejętność ta, jest kobiecie niezbędna. Jak wiadomo, bez niej ani rusz. Ja jednak zwykle nie zgadzałam się z tą tezą i niekoniecznie do tematu przykładałam.
Wczoraj wieczorem, mocno już zmęczona, ale pełna zapału, zabrałam się za przyszywania odprutego zatrzasku w sukience, w której zamierzam wystąpić w sobotę. Przyszycie takiego zatrzasku, wydawałoby się, rzecz prosta. Ale jedynie wydawało.
  Okazało się bowiem, że można go przyszyć, bardzo starannie, tak że potem z odpruciem problemy, w doskonałym miejscu, jednak nie tą stroną co trzeba.
  Jednak wychodzi ze mnie blondynka ;-)

  Weekend zbliża się wielkimi krokami. A z nim wyjazd do Krakowa na ślub przyjaciół. Uh, co to będzie za wydarzenie! Strasznie się cieszę, bo para nie z tej ziemi.
  Wyskoczyłam z pracy na godzinę, pojechałam zrobić manicure. Mam śliczne ciemnoczerwone pazurki. Krótkie i eleganckie. Sukienka przygotowana, strój S. również. Po pracy trzeba będzie to jeszcze spakować w pożyczoną od rodziców walizkę i w drogę.

Mówienie

Brak komentarzy

  Odkryłam wczoraj, że nie jestem w stanie się zrelaksować, ani w pełni skupić, kiedy prowadzący zajęcia mówi ciągle i z tempem karabinu maszynowego. Nowa prowadząca moją jogę, na szczęście chyba tylko na zastępstwo, gada ciągle, nie robiąc przerw na oddech, mówi szybciej niż my robimy oraz nie informuje o tym JAK należy ćwiczenie wykonać. Nie pyta, czy ktoś jest pierwszy raz oraz czy ma problemy z dajmy na to, kręgosłupem. Poza tym jest za chuda i ma za duży dekolt oraz spodenki ledwo zakrywające pośladki. Takim prowadzącym jogę mówimy zdecydowanie nie!
A na dodatek nawet nie zbliżyłam się do granic swoich możliwości, nic mnie nie boli i bez problemu zeszłam po schodach po jodze. A to zdarza się rzadko.

  Mam nieodparte wrażenie, że wszystko spada akurat na moją głowę. A ja staram się to złapać, zanim mnie zabije i poodkładać na miejsce. Co więcej, im większy poziom stresu i ilość problemów, tym mniej jestem na nie odporna. S. nie bardzo jest w stanie mi pomóc, bo ma na głowie tyle samo jak nie więcej i w efekcie zaczynam pomału wpadać w panikę. Jeszcze ostatkami sił kontrolowaną, ale jednak.
  Chyba po raz pierwszy w życiu chciałabym, żeby był już wrzesień. Jawi się on bowiem w moich rojeniach jako miesiąc błogiego spokoju. Pewnie niesłusznie :>

  Chodzę od rana i chce mi się płakać. Tak normalnie, bez powodu. Smutno mi jak nie wiem. Byliśmy na dodatek na Skazanym na Bluesa. I choć obiektywnie film mi się nie podobał, jest niekonsekwentny, nie wykorzystuje możliwości, a reżyser co chwilę zapominał, co ma do powiedzenia, to jednak łzy w oku mi się zakręciły. Po wyjściu jest jeszcze gorzej. Jak czegoś nie wymyślę, to zakopię się pod kołdrą i będę wyć.
  Tylko cholercia, nie wiem po co.

No żesz…

1 komentarz

  Odkąd ‚awansowałam’ marznę. Normalnie kostnieję z zimna i do wieczora się ogrzać nie mogę. Pieję o tym wszem i wobec milion razy pytałam, czemu u mnie tak zimno. Dziwiłam się, że zmiana ustawienia pokrętła temperatury klimatyzacji nic nie daje. I wiecie co? Właśnie mi się Dyr. techniczny przyznał, że mi nie zainstalowali ogrzewnicy! Mi tu leci tylko zimne powietrze!
Ja teraz zamarzam, a co będzie zimą? Bo klimatyzacji mi na stałe nie wyłączą. Czyli będzie takie zimne na mnie dmuchać!

  Piszę to ze skostniałymi dłońmi i stopami, chodząc co jakiś czas na nasłonecznioną stronę budynku żeby się ogrzać.

Szybko

Brak komentarzy

  Drzwi naprawione. Brat jutro się dowie ile mi oddać. Z jednej strony mam ochotę go ignorować przez pół roku, a z drugiej przepraszać, że wczoraj na niego nawrzeszczałam. To chyba chore. Przepraszać, za to, że mnie oszukał? Jak żona alkoholika. Dobrze chociaż, że zdaję sobie z tego sprawę.

  Z innych gruntów, S. załapał zlecenie kompletnie z innej beczki. Będzie je robił jutro przez cały wieczór i noc. Jeśli się uda, to będzie miał nową branżę, w której działa. Jestem z niego piekielnie dumna.
  W sobotę z kolei mam się dowiedzieć jakie menu mi zaproponują w jednym miejscu na ‚imprezę’. Zaczynamy znów posuwać się do przodu w temacie, o którym tu (przecież) nie piszę. :)

  Rzeczy nietrwałe dzielą się na materialne i niematerialne. Ktoś się ze mną niezgadza? Udowodnię!

  Podczas mojej nieobecności, przez kilka dni mieszkał w naszym mieszkaniu mój młodszy brat z dziewczyną. W którymś momencie zatrzasnął drzwi, zostawiając klucze w środku (bez klucza się ich nie da otworzyć z zewnątrz). Uznał więc, że drzwi należy wywarzyć. Nie dyskutuję na temat pomysłu i jego sensowności. Co wymyślił to uczynił, do mieszkania się dostał, ale zniszczył framugę i zamek.
Drzwi więc, są rzeczą materialną – nietrwałą.

  Zadzwonił do mnie po fakcie z informacją, że ma problem z zamknięciem drzwi i w związku z tym zamyka je tylko na dolny zamek. Nie powiedział nic więcej. Wróciliśmy więc z wyjazdu, zauważyliśmy, że rzeczywiście, górny zamek nie działa i generalnie jest nieciekawie. S. uznał od razu, że Szymon rozwalił drzwi, ale ja przecież wiedziałam, że po prostu zamek przestał działać. Może drzwi opadły, może się zaciął, ja sama kiedyś złamałam klucz w zamku, takie rzeczy się zdarzają. Nawet pokłóciłam się o to z S., broniłam bowiem brata. Próbując jednak zamek naprawić zauważyliśmy odpryśniętą farbę, pokruszoną listwę na framudze oraz że śruby są byle jak przykręcone. S. zadzwonił do mojego brata, zapytał co się stało (z naciskiem), a ten, po pewnej ilości wykrętów, przyznał się.

Oszukał mnie, zełgał w żywe oczy, a ja go broniłam, wierząc święcie i jakże naiwnie, że skoro odwoływał się do moich wyższych uczuć, obiecywał i tak bardzo mu zależało na pomieszkaniu u nas, twierdził że zrobi wszystko i nawet rower dał w zastaw, gdyby mieszkanie nie wyglądało tak jak się umawialiśmy po powrocie, to mówi prawdę.
Zawiódł moje zaufanie, które tym samym stało się rzeczą niematerialną – nietrwałą.

  Cholernie nieprzyjemne uczucie.

Ps. Rower mu następnego dnia ukradli.


  • RSS