wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2005

  I mimo iż kolano boli mnie dużo bardziej niż przed wizytą u lekarza, jestem bardzo zadowolona. Złe wyniki okazały się za małą ilością płytek i białych krwinek. W środę jeszcze jedno pobranie.
  Ortopeda stwierdził, że moje kolana są przykładem idealnie zdrowych. Znaczy kości. Okazało się, że nowotwór się samoczynnie cofnął! A ja się 15 lat zastanawiałam co się z nim dzieje!
To co przypisywałam temuż nowotworowi to zapalenie rzepki! Powracające, bo nigdy nie leczone. Dostałam zastrzyk w kolano (nie polecam) (bardzo nie polecam!) i ma mi przejść. Póki co boli bardziej niż przedtem, ale zapowiedziane mi zostało, że może tak być. Zastanawiam się tylko czy do jutra mi przejdzie, bo jak ja pójdę na jogę jeśli będzie mnie bolało przy każdym ruchu?

  Dzień mija nawet dość szybko. Znajduję sobie bowiem robotę. Wszystko przez to, że po południu idę do lekarza, a nawet dwóch. I okaże się czy np. mam nowotwór w kolanie i w jakim stadium, albo co znaczy ‚ma pani złe wyniki, zapraszam do mnie po skierowanie na dodatkowe badania’. Czy to znaczy, że mi cukier skoczył, czy coś gorszego?
Tak więc, nie mam czasu na takie rozmyślania, ot, pójdę to się dowiem. Potem jeszcze tylko jutro, po pracy joga, spakować się i w świat. Przynajmniej będę wszystko wiedzieć przed wyjazdem.
  I wcale się nie denerwuję.

Ps.

Brak komentarzy

  Mam już podpisany urlop. Wbrew moim obawom, prezes nie skomentował ani słowem. Chyba jakiś zły dzień ma :) Tak czy siak, wyjeżdżam w sobotę, wracam w poniedziałek i jestem happy!

  Do weekendowego wyjazdu. Bardzo się na niego cieszę i co chwile sobie przypominam, że może by tak sprawdzić, czy mam na przykład karimatę. Zastanawiam się tylko, czy nie okaże się, że w ten pierwszy weekend poza mną chętnych na namioty nie będzie. Wtedy mam nadzieję, znaleźć jakieś miejsce w agroturystykach, ale to już nie to. Tak czy siak, spotkanie z dawno nie widzianymi znajomymi, obgadywanie planów, plotki, plotki plotki :)
  Tylko urlopu nadal nie dałam do podpisu. To głupota, wiem, żeby bać się poprosić o dwa dni urlopu latem, kiedy jeszcze nigdzie się nie wyjeżdżało. Ale taką atmosferę wprowadza nam prezes. Według niego po prostu nie powinnam brać urlopu, a najlepiej jakbym jeszcze w weekendy tu przychodziła.

  Wygrać w totka. Zwolnić się z pracy, ulokować dobrze większość pieniędzy, a za resztę wyjechać z S. na wakacje. Takie prawdziwe, trwające miesiąc. W ich czasie obmyślić plan działania, zorganizować co jest do zorganizowania, może zacząć w końcu się dalej kształcić? Odkupić mieszkanie od rodziców i poświęcić dwa miesiące na jego wyremontowanie, tak by było piękne. By sypialnia zielona, łazienka turkusowa, a kuchnia pomarańczowa, jak to planujemy od dawna.
Móc robić rzeczy na które mamy ochotę. I nie liczyć każdego grosza. Nie zastanawiać się, czy mogę wziąć te ostatnie pieniądze, bo może potem nie starczy na jedzenie. I nie wstydzić się ciągle, że nie mamy z czego oddać pożyczki.

  Pisanie notki o jodze dla mnie jest pasjonujące. Ale pewnie głównie dla mnie. Więc powiem, że byłam dziś, drugi raz, wyszłam zadowolona i pełna energii. Gorzej było po dwóch godzinach, bo jak z przekłutego balonika, ta energia uszła. Do tego stopnia, że poszłam spać w ciągu dnia. Jutro, jeśli nie będzie lało, wybieramy się z S. do Cytadeli Warszawskiej korzystając z własnogłownie wymyślonego programu poznaj swoje miasto, element poznaj swój kraj. :)

  To dziś mamy piątek. Czyli dzień sprzyjający poprawie nastroju. :)
Po pracy jadę podlać mamine kwiatki, żeby się kobieta nie załamała po powrocie. Potem jakieś jedzenie i z S. do kina. Idziemy na Tajnych Agentów (nie mylić z małymi agentami. Ja pomyliłam :) ). Nie żeby to był szczyt moich marzeń ale dostałam wejściówkę na 5 podwójnych wejść. Tylko, że z wykluczeniem 80% filmów. I tak od miesiąca prawie polujemy na jakiś film, który dałoby się obejrzeć dzięki temu magicznemu papierkowi.

Czwartek

1 komentarz

  Podstawową zaletą tego dnia tygodnia jest fakt jego bytowania zaraz przed piątkiem. Może stąd wziął się mój niezapowiedzianie dobry humor?
Dzień w pracy minął, ludzi ciężkich we współpracy olałam.
S. wstał dziś o 4 rano i przez bite 11 godzin pracował. Po czym zgodnie z zaleceniem Dr. wkry udał się spać. Mam go obudzić jak przyjdę.

  I w ogóle jakoś tak do przodu wszystko. Wymyśliłam sposób na Prezesa w temacie urlopu, wiem już co zrobić by S. nie był tak niezadowolony z mojego przyszłoweekendowego wyjazdu. Mam plany na wieczór i ochotę na działanie.
Znaczy się, wracam do życia. Sukcesywnie od kilku dni, dziś jednak dopiero to czuję.

  Niektórym ludziom na czas deszczu powinno się odbierać prawa jazdy. Ja rozumiem, że troszkę ślisko się robi i gorsza widoczność, ale bez przesady! Dziś facet wyjeżdżał z chodnika tak, że potrzebował dwóch pasów. W trakcie zielonego światła na marszałkowskiej. Na moje krótkie trąbnięcie (może nie zauważył, że samochody jadą?) skręcił i stuknął mnie w przedni zderzak. No, halo!
Na szczęście bez zniszczeń.

  Ale co tam, dotarłam do pracy, nawet sucha, więc co ja się mam martwić? Humor mam dobry, czekam z niecierpliwością na moją jogę i konkretyzuję w myślach wyjazd w przyszły weekend. Strasznie się na niego cieszę. Będę mogła sobie obejrzeć chmarę nowych dzieci. I przejdzie mi chęć posiadania takowych ;]

  Au. Ojć. Aua. Boli :) Kręgosłup głównie. Zdecydowanie odczucia po jodze jak po wizycie u torturki. Ale to dobrze, to znaczy, że mój sfatygowany kręgosłup pracuje. I chyba dobrze mi to wszystko zrobi. Może pomoże mi się to w końcu wyprostować, może urosnę? :)

  Dzień po raz pierwszy od dłuższego czasu wygląda słonecznie. Co prawda było mi chłodno rano, ale chyba zrobi się znów upał. Byłoby fajnie.
Miesiąc zbliża się ku końcowi, mizerne plany urlopowo wyjazdowe zaczynają się krystalizować. Muszę przejrzeć namiot, sprawdzić czy nie ma dziur i przypomnieć sobie, gdzie schowałam karimatę. Oj tak. Spotkanie z dawno nie widzianymi znajomymi (niektórzy rok), poznanie całej chmary nowych dzieci w naszym gronie, odpoczynek, niewygodne spanie, może jakieś łażenie po górkach i dołkach, jakieś larpy, planszówki i w ogóle. A już w połowie sierpnia drugi wyjazd w podobnym stylu, z zupełnie innymi ludźmi. Już się na to cieszę.

  Ps. Znów dzień zaczynam od bloga. Czyli powrót córy marnotrawnej :)


  • RSS