wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2005

To był na prawdę zły dzień. Gdybym mogła, wykasowała bym go z historii, uznała za niebyły. I wszystko co się w jego czasie stało. Jestem pozbawiona wszelkiej energii. Aż sama się dziwię, że nie poryczałam się bardziej, że nie rzucałam wulgaryzmami, oraz przedmiotami. Powstrzymałam się, przełknęłam to wszystko dla S. Bo wiem, jak trudno jest widzieć kogoś bliskiego w takim stanie. Dobrze, że jutro piątek, że Prezes wyjeżdża i będzie luźniej w pracy. Bo nie dałabym rady inaczej.

Dół

Brak komentarzy

  Mam doła. Takiego całkiem podstawnego, że tak powiem. Wstałam rano z bólem głowy. Okazało się, że na stacji benzynowej debil z obsługi wlał mi płyn hamulcowy do zbiornika od wspomagania kierownicy. W pracy ludzie myślą tylko o sobie, innych mają w dupie, a że ja stosuję inny model, więc tracę. Ja coś dla nich robię kiedy tylko jest to wykonalne, oni dla mnie nie, nawet jeśli nie byłoby to problemem. A przed chwilą zauważyłam, że rozwaliłam rano zderzak. Znaczy się, pękł na samym dole, nie ma tragedii, ale 20 cm pęknięcie i kawałek odpryśnięty jest. Pogoda do niczego, a efektów diety nie widać tak jak bym chciała.
Generalnie, pozwoliłam sobie mieć z tych powodów zły humor. Na co dzień jest ok, nie przejmuję się, a przynajmniej się staram. Dziś nie mam na to siły.
Chciałabym stąd wyjść, położyć się i zasnąć wtulona w S. najchętniej. Ale nie zapowiada się by było to dziś możliwe. Taki dzień.

Brak komentarzy

  Stres w pracy, stres po niej. Ale w domu mam czas dla siebie. Uspokajam się, wyciszam, zastanawiam się czy czytać, czy coś obejrzeć. Nie myśleć o obowiązkach, aż do jutra rana.
Marzy mi się wyjazd. Finanse na przyszły miesiąc podliczone, będzie lepiej niż w mijającym, więc powinno się udać. Niech tylko koleżanka wróci z urlopu. Oj popływałabym sobie w jeziorku.

No więc.

3 komentarzy

  Ogarnęła mnie ostatnio niemoc blogowa. Nieraz chcę coś napisać, ale zanim usiądę do komputera, myśli wyparowują. Wydaje mi się, że wszystko już opisałam, że pewnych rzeczy jeszcze nie chcę upubliczniać itd.

  Jak powszechnie wiadomo, wyobraźnię mam bujną, co w połączeniu z łatwym wpadaniem w stres i nerwy, daje mieszankę wybuchową. Kupiłam jakiś czas temu samochód z którym od początku miewam jakieś tam problemy (głównie formalne). Ostatnio okazało się, że nie wydadzą mi w terminie dowodu rejestracyjnego stałego. Bo nie, znaczy nie podali przyczyny. Wyobraźnia podpowiedziała od razu, że może był kradziony i oni to odkryli. Co prawda mam fakturę zakupu i pracownik salonu który wystawił fakturę potwierdził jej autentyczność, ale główka pracuje. Do tego poprzedni właściciel półtora miesiąca wysyłał mi książkę gwarancyjną, co wydało mi się podejrzane. Tak więc denerwowałam się strasznie, nie wiedzieć po co, że coś jest nie tak. Wiem, że to irracjonalne.
Ale dziś, w końcu, odebrałam mój nowy, piękny, dowód stały. I jestem happy! Koniec wstępnych problemów.
Co prawda mam chyba za mało płynu hamulcowego i jeszcze nie wiem co się z tym robi, ale to już normalne, że czasami coś się kończy. I się nie przejmuje. Uff. Koniec stresu zapijam żywcem. Mineralnym nie gazowanym.
Houk.

  Generalnie, wzięłam się za siebie. Nie jakoś bardzo, ale: jestem na diecie, ćwiczę codziennie w domu, szukam roweru by na nim jeździć, a moje myśli krążą wokół kupna drążka, a nie czegoś normalnego. Znaczy, zmieniam styl życia, przynajmniej chwilowo. ;-) A na dodatek Planujemy z S. zmianę wspólną. Pojawiają się nowe konkrety, mamy różne dziwne pomysły i kilka rozmów, również z rodzicami, za sobą. Chyba znamy już termin nawet. Dobrze jest, ot co.

Kultura

Brak komentarzy

  Bo my się, moi drodzy, z S. ukulturalniamy. W zeszłą niedziele koncert Chopinowski. W poniedziałek rysunki Witkiewicza. Wczoraj Noc Otwartych Muzeów i w sumie tylko Schulz, ale za to jaki. Dziś znowu Koncert. A w domu czeka magiczny karnet na pięć wejść dla dwóch osób na dowolne seanse w jednej z sieci kinowych. Normalnie wyrabiamy normę, za całe nasze bycie razem! I strasznie się nam obojgu (upewniłam się przed chwilą. Potwierdził) podoba.
Poza tym szukam kogoś od kogo mogłabym na dłużej pożyczyć rower, celem eksploatacji, albo rowerek stacjonarny, celem jak wyżej, tylko w domu. Chce mi się bowiem poprawić kondycję, a pieniędzy brak. Zabrałam się nawet do ćwiczeń w domu, a to już świadczy o determinacji. ;-)
Ogólne plany są coraz bardziej poznane, ustalamy konkrety. Czeka mnie rozmowa z ojcem. Jest dobrze.

Bu

Brak komentarzy

  Nastrój mi wziął i klapnął. Czuję się wypompowana i najchętniej bym się zakopała pod kołdrą i przeczekała. A przede wszystkim wyszła z pracy. Dziś się dzieje niewiele, a jak już coś, to niemiło. I mam po prostu dość. Chciałabym, jak mała dziewczynka, tupnąć nogą i się nadąsać. Tylko co mi to da?

Ps. I na dodatek piszę nieskładnie i się powtarzam. Nie będę kasować, zostawię dla potomnych.

1 komentarz

  Miało być lato od wczoraj. I co, pytam, gdzie ono?
Ale poza tym to jest ok. Dostałam dziś przedłużenie tymczasowego dowodu rejestracyjnego. Bo nie dostali odpowiedzi. Mi się chyba nigdy nie uda załatwić tego typu rzeczy w standardowym czasie. Bue. Oczywiście wcale mnie to nie denerwuje i oczywiście moja wybujała wyobraźnia nie tworzy obrazów zabierania samochodu wkrze, bo okazało się, że jednak kradziony, czy innych podobnie przyjemnych.

Ale nicto. Truskawki tanieją, a ja chudnę. W oczach bliskich bardziej niż moich, ale waga współpracuje, więc źle nie jest. I czuję po spodniach.
Wczoraj nie starczyło czasu, ale dziś to już napewno mi się uda. Wyciągne z szafy wszystkie nienoszone ostatnio ciuchy i posprawdzam. I na pewno się okaże, że mam jakieś, które idealnie pasują, a ja o tym nie wiem! No i liczę, że chińska sukienka znów będzie idealna.

  Piątkowy wieczór. Właśnie wyszłam z knajpy (nieformalne spotkanie firmowe) i szłam do samochodu, celem dotarcia na kolację do rodziców. Dochodziłam właśnie pod drzwi komisariatu, kiedy zobaczyłam niezbyt sympatycznie wyglądającego młodzieńca, kłócącego się z dziewczyną (jak śmiesz przy ludziach mówić, że handluje zielem!). Młodzieniec ów wkurzył się na tyle, że postanowił coś zniszczyć, kopnął więc w lusterko najbliższego samochodu. Zrobił to na tyle skutecznie, że zupełnie je oderwał. I poszli.
A we mnie, jak to we mnie, odezwała się postawa obywatelska. Może jakbym nie stała pod komisariatem… Ale stałam. Wbiegłam więc do niego, nakreśliłam w trzech słowach sytuację, po czym zostałam zaproszona do radiowozu, co też uczyniłam. Zjeździliśmy okolicę i kiedy już wyglądało na to, że ich nie znajdziemy, niemal wleźli nam pod koła. Chłopak został zapakowany do wozu, ja wróciłam na posterunek pieszo. Podałam swoje dane i poszłam. Zadowolona ze spełnienia obowiązku, bo kurcze, w końcu, jakby mi ktoś tak rozwalił auto, to chciałabym wiedzieć, że jakiś świadek zareaguje podobnie.

  Jakież więc było moje zdumienie, kiedy dowiedziałam się, że jeszcze w trakcie weekendu zgłosił się właściciel urwanego lusterka i odłączonego od niego samochodu, który pokrętnie się tłumacząc, powiedział, że nie życzy sobie żadnej sprawy i w ogóle do widzenia.

  No i jak policja ma być skuteczna? Niech mi ktoś to wytłumaczy. A może to ja jestem naiwna? Znaczy… bardziej niż mi się wydaje?


  • RSS