wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2005

  Bo Kot, o dziwo, nie obraził się na mnie śmiertelnie, za czterodniowe porzucenie. A dom po powrocie stał, jak przed wyjazdem, nie trzeba było 12 godzin sprzątania, żeby go doprowadzić do porządku, jak to bywało, kiedy z Kotem zostawał Brat.
I teraz siedzi mi na kolanach i mruczy. A nocą wtulała mi się w plecy. Znów pojawiają się myśli o drugim zwierzaku.

  Wszystko to jest oznaką powracania do życia. Myśli znów poruszają się po głowie, plany są snute, niespodzianki wymyślane. Czyli wracam do normy. Bo ostatnie dni, przez upały i choroby były zdecydowanie bez_myślne.

  Kiedy wygląda na to, że Ktoś bliski zgaśnie, człowiek zaczyna się zastanawiać. Co było, co miało być i przede wszystkim, jak się teraz zachować. Przyjechała Ciotka, pielęgniarka z wieloletnim doświadczeniem, żeby pomóc. Fachową opiekę więc D. ma. Ale tego nikt po mnie nie oczekiwał. Raczej tego, że będę blisko, że po prostu będę. A ja nie umiem. Ogarnia mnie panika na myśl, że miałabym się znaleźć przy Nim, widzieć i czuć to wszystko. Nie mam doświadczenia. Z drugiej strony, przecież od tego się ma bliskich. Czy mogę zostawić D, bo przecież tak to będzie odebrane, tylko dlatego, że się boję? Do środy włącznie mam siedzieć w domu i zdrowieć, mam więc chwilę na przemyślenie. Na znalezienie odwagi. Tylko gdzie jej szukać?

Wracam

1 komentarz

  Do życia i zdrowia. Generalnie z jednego wirusa przeszłam płynnie w drugi; w efekcie jestem znów na zwolnieniu.
Zbiera się na burzę, zaczęło wiać, przewiewać upał. Obawiam się jednak, że nie na długo i że, przynajmniej u nas, niewiele się zmieni. A przydałoby się.
Upały nie sprzyjają wychodzeniu z ciężkich stanów, a wygląda na to, że ktoś mi bardzo bliski w takim się znajduje. I może już z niego nie wyjść.
Ale za to, między mną, a S. układa się coraz lepiej.

Cieszę się więc, że mam nieplanowane dwa dni na uporanie się z rzeczywistością.

  No nie poszłam na urodziny Łukasza, bo trza się kurować i w ogóle. Zostałam więc w domu i oglądałam mecz. No to było coś. Dudek na prezydenta! ;-p

  Jestem. A przynajmniej tak się momentami czuję. W związku z tym nie piszę, bo nie wiem, czy notka trafiłaby tu we właściwym momencie :).
A na dodatek kawa chyba już nie jest mi tak obojętna jak kiedyś. Momentami wręcz MUSZĘ ją wypić, by funkcjonować.
Od wczoraj na zwolnieniu, ładuję baterię i staram się wyzdrowieć. Żadnego składu w myślach.

  Podjęłam w życiu mnóstwo głupich decyzji, sporo nieprzemyślanych i kilka, których będę żałować latami. Pewnie jak każdy.
Powstała tu przed chwilą długa dość i całkiem miła oraz ciepła notka na temat decyzji, S. i mnie. Chyba jednak nikt nie powinien wiedzieć co się dzieje w mojej głowie w tym temacie wcześniej niż On. Więc napiszę nic. Ale coraz bliżej jestem myślenia znów o działaniu w temacie zmiany stanu. Tylko po czym poznać, czy jestem już pewna całkowicie? I skąd wziąć na to pieniądze? :-) Miłe dylematy.

Brak komentarzy

  Są takie filmy do których się wraca. Jednym z filmów, który widziałam po raz pierwszy mając małe naście lat, jest Hair. Znam wszystkie piosenki na pamięć, wiem co się dzieje w filmie, kiedy je słyszę, mam ulubionego bohatera / bohaterkę. I wracam do niego.
Jak dziś. Nostalgia, wyciśnięte łzy. Przykrywka dla tego co w głowie.
Oby do przyszłej środy. Gdzieś tak do 18. Będę wtedy już po pracy, już z S. będę się szykowała na urodziny przyjaciela i myślała o wyjeździe. Znów kilka dni przerwy. Czekam na to jak na zbawienie.

  Zarejestrowałam go bowiem dziś i ubezpieczyłam. Jeszcze tylko abonament na parkowanie pod domem i wsio. Brrr, mam nadzieję, że trochę mi autko posłuży, bo nie chcę musieć tego przechodzić znowu :)
Zadowolonam i zmęczonam. Za to przeżywamy ostatnio z S. renesans życia towarzyskiego. Bujne plany na najbliższy czas i odnawianie zaniedbanych znajomości. Miło.

  Zapłaciłam zaległości w Urzędzie Skarbowym oraz podatek za samochód. Dojazdy do i z pracy zajęły mi 2,5 godziny, zamiast 50 minut. Przygotowałam się psychicznie na kolejną rundę jutro. I rozmowę z szefem. Bo już ponad miesiąc bez odpowiedzi.

Weekend

1 komentarz

  Minął uroczo leniwie. Sobota graniowo i na spotkaniach ze znajomymi. A w niedziele niezwykle miło. Kilka niespodziewanych życzeń, kawa z przyjaciółką, wizyta z S. u babci. Jogurtowe ciasto imieninowe i miła atmosfera. A potem, już w domu, tylko we dwoje, między innymi wspólne oglądanie filmów. Przystanki Alaska przeplatane Ucieczką z Alcatraz. ;)

  Wczoraj zaczęli się zjeżdżać, a dziś spotykać. Miasto obstawione od wczoraj przez policję. Co najmniej jeden dwuosobowy patrol na każde 100m, po każdej stronie ulicy. Dziś, stoją na skrzyżowaniach i zamiast kierować ruchem, patrzą jak tworzą się gigantyczne korki. Tak przynajmniej było na Pl. Unii i Zbawiciela. Do pracy zamiast 15 minut, jechałam godzinę. I poważnie zastanawiam się, nad zostawieniem auta pod firmą. Jutro będę je przerejestrowywać, musiałabym płacić za parking i stać pół dnia bez tablic. Temat do przemyślenia.


  • RSS