wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2004

Brak komentarzy

  Po wczorajszym spotkaniu i serii rozmów stwierdzam, że sytuacja mojego brata jest do uratowania. Jeśli on się weźmie w garść i zacznie pracować. Niestety, to nie jest oczywiste. Ale wierzę w niego i staram się pomóc. Czy z tego skorzysta? Gdybym była na jego miejscu teraz, napewno bym to zrobiła. Ale pięć lat temu? Nie wiem czy bym umiała. Czy więc on sobie da radę? Trzymam kciuki.

  Jeśli dziś uda mi się nabyć pewne elementy garderoby, to jutro po pracy jadę się zapisać do Gymnasionu i biorę się za swoje mięśnie & co. Bo już na siebię patrzeć nie mogę.

W pracy

Brak komentarzy

  Przedświąteczne porządki. Ogromna ilość tegorocznych papierów do przejrzenia i posegregowania, wstawiamy nową szafę, bo w starej się już nie mieszczą. Żeby i w życiu dało się tak łatwo poukładać…
  Moja jeszcze_nie_teściowa jednak nie poszła na zabieg, ma nowe leczenie. Więc nie mogę mówić, że tak zupełnie nic się nie udaje. Bez przesady.

  Za oknem buro, zimno i nieprzyjemnie, Spodziewam się, że taki będzie cały dzień. Czekam na decyzję dotyczącą mojego brata, jak na ścięcie, wiedząc, że najprawdopodobniej już dawno zapadła, a teraz jedynie ogłoszą wyrok. Boli kiedy widzę powtarzalność błędów.

Brak komentarzy

  Zadzwoniła do mnie mama. Strasznie emocjonalnie zareagowałaś na słowa ojca. A jak mam reagować, skoro słyszę, że ojciec mówi mojemu bratu to samo, co ja słyszałam mając podobne problemy? Skoro wiem, jak bardzo to bolało i jak trudno było się pozbierać po tych słowach? Przy tym wszystkim otwierają się moje dawne, nie zabliźnione do dziś rany.
  Tylko, że ja dziś jestem starsza, silniejsza, dojrzalsza. Nie boję się tak ojca, mam dystans do jego słów. I potrafię mu powiedzieć co myślę o wyczynianych przezeń durnotach. Co też uczyniłam i wyszłam z domu rodziców. Ojciec poszedł ponoć się przewietrzyć na godzinę, pogadał z matką po powrocie. Podobno cośkolwiek przemyślał, zrozumiał. Chyba na tym też polega inteligencja.

  Zabieram się do pisania tej notki. I nic. Kompletnie nie wiem jak opisać to co się dzieje. Jednocześnie dobra sobota, z udaną sesją i niedziela z moim ojcem, zachowującym się jak kretyn, który zamiast pomóc, tylko gnoi i niszczy to, co od kilku dni staramy się zbudować, by pomóc mojemu bratu. Ciężko.

Postrzegania

Brak komentarzy

  Na podstawie różnic w postrzeganiu pewnych problemów stwierdzam, że mogłabym zostać aktywistką. Mogłabym, gdyby S. mnie nie hamował i nie zbijał z pantałyku swoimi niespodziewanymi poglądami. Może jednak to i lepiej, dzięki temu mamy powód, żeby podyskutować w zaciszu domowym, a nie marznąć na demonstracji. Ale pomarańczowe wsążeczki uskuteczniamy. Jeśliby ktoś potrzebował, niech się zgłasza, na stoliku u mnie leży jeszcze z półtora metra.

  Osiągnęłam sukces. Do końca tygodnia jedna z dziewczyn ma się zdecydować, czy woli pracować w sylwestra czy w wigilię. Mam swoje preferencje, ale pal sześć, ważne, że wywalczyłam. Może w końcu dzięki temu troszkę zaczną się ze mną liczyć? Główna sprawczyni całej afery przyszła dziś bowiem do mnie i głosem bez pretensji czy złości, powiedziała o zmianie planów. Może reszta też się jakoś ułoży?
  Mniejszy sukces – piję więcej wody, dochodzę do 2,5l na dobę. Lekarz mi kazał. :)

Nadal nic

Brak komentarzy

  Coraz bardziej przychylam się do opcji, że Prezes jednak nie rozmawiał na mój temat z nikim i po prostu temat nie istnieje. Ale nie dam się. Jutro rano do niego pójdę i zapytam. Z Michałem M. umówić się nie sposób, więc wracam prosto do domu. Nie wiem jeszcze tylko, czy swojego, czy rodziców.

  Jak mawiają starzy górale. Nie wiem na czym stoję. Tematów rodzinnych tu poruszać nie będę póki co. W kwestii pracy – poszłam pogadać z Prezesem. Ten wezwał do siebie moją pseudo-szefową i … impas. Znaczy się, nic się nie dzieje, żadnego efektu tej rozmowy. Pomyślałabym, że nie rozmawiał z nią o mnie, gdyby nie to, że rozpiska grafikowa zniknęła od niego z biurka. No i nie wiem co teraz. Denerwuję się.

Brak komentarzy

  Ujmę to tak. Jeśli by wyciąć niecenzuralne i nieładne sformułowania, to nie mam nic do powiedzenia. Ja rozumiem, że dzieci robią błędy, nie umieją się do nich przyznać, idą w zaparte. Ale nie rozumiem czemu na przestrzeni lat, moi rodzice chcą po raz drugi popełnić ten sam błąd. Ja tego kurwa nie rozumiem.


  • RSS