wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

Brak komentarzy

  W celu odnalezienia gwarancji na telewizor zrobiłam porządek w biurku. Pełen sukces. Dodatkowo odnalazłam przepis na najlepszą lasagne jaką jadłam w życiu oraz 100 euro. Nawet nie wiem kiedy mogłam je schować, ale nie zamierzam się tym przejmować.

Cisza przerwana.

Brak komentarzy

  Leci Dead can Dance, na zmianę z Raz Dwa Trzy i Kaczmarskim. Wieczór rozmyślań. Natknęłam się właśnie na pewnego bloga, aż dziwne, że dopiero teraz – Pamiętnik Zmarłego. Nie komentuję, bo co można powiedzieć, po przeczytaniu takich słów? Może tylko to, że brat mojego dziadka ma guza nadnercza, z którym nie da się nic zrobić, o czym dowiedziałam się kilka godzin temu.
  Ten rok pod każdym względem jest dobry, wiele zmieniło się na lepsze, układa się niemal wszystko. Pod każdym, poza kwestią zdrowia.

Cisza

Brak komentarzy

  W domu doskwiera mi cisza, wynikająca z braku sprzętu grającego i zepsutości telewizora. Ale może to i lepiej. Cmentarz dziś wyglądał pięknie. Byłam z rodzicami na grobach naszych rodzinnych, a później poszliśmy do Jacków (Kuronia i Kaczmarskiego) i do Marka Karpia. To wcale nie jest smutne święto, chyba tylko dla tych, których nikt nie odwiedza. To dzień dla znajomych, pamiętania i myślowych rozmów. A, że oni nie żyją? …
  Jakby ktoś nie wiedział, gdzie leży Jacek Kaczmarski. Wg pana w informacji: Prosto, za Gomułką w lewo i jakieś 50 metrów za Milewiczem, po prawej stronie. I wszystko jasne.

  Nie bardzo wiem w jakie słowa ubrać moje myśli. Krążą one gdzieś między irytacją zachowaniem mamy, stresem związanym ze sterylizacją znajomych kotek, planami na resztę weekendu, a szerzej pojętą przyszłością i to nie tylko moją. Na szczęście w mieszkaniu mam cieplutko i przytulnie, Mała nie opuszcza moich kolan, mrucząc nieprzeciętnie, a zegary pokazują, że dochodzi dziewiąta, mimo iż ja wiem, że jest godzinę później.

  Plusy: wizyta u rodziców, spotkanie z całym rodzeństwem, spotkanie z dawno nie widzianym znajomym. Minusy: zostawiona komórka, wsiąknięty portfel, zepsuty telewizor, brak gwarancji na niego (mamy go od 10 miesięcy). Suma sumarum – dobrze, że dziś piątek, a przed nami dłuższy weekend.

Proza życia.

Brak komentarzy

  To albo zbieg okoliczności, albo nie do końca zrozumiała dla mnie zależność. Odkąd mieszkamy z S. sami, zaczęliśmy mieć problemy finansowe. ;-) Właśnie wydałam niemal do cna listopadową wypłatę. Czy inni też tak mają?

  Kota nadal nie ma.

  A co tam w ogóle? zapytała mnie wieczorem Przyjaciółka.
Sądząc z bloga, nieźle?
  Cześć córciu. Maćka (druga nasza kotka, mieszkająca u rodziców) zniknęła. Zadzwoń, jak chcesz pogadać napisała, godzinę później, jakby w odpowiedzi, mama.

Spokojny wieczór.

Brak komentarzy

  W domu byłam dziś przed S. Sama nie bardzo wiem jakim cudem, bo wyszłam później niż zwykle. Ale fakt – korki poszły na trasę Jego powrotu, a nie jak zwykle, mojego. Ugotowałam potem, też nad wyraz szybko zupę. Nie wiedziałam, że gotowanie ogórkowej jest tak proste. :) A teraz siedzę, naprzeciwko S. i nadrabiam zaległości komputerowe. Od czwartku praktycznie nie włączałam w domu kompa. Odpowiadam więc na zaległe maile, piszę dużo na forum, czytam newsy. Miło tak posiedzieć blisko siebie, będąc zajętym swoimi sprawami. Jeśli starczy czasu (S. nie mojego) to obejrzymy sobie później odcinek Zmienników. Spokojnie i domowo. Nawet Kota śpi.

Dzieje się.

1 komentarz

  Sama nie do końca wiem co dzieje się, z moim czasem. Po wyjściu z pracy, zaczyna płynąć bardzo szybko i ani się obejrze, a oczy same mi się zamykają. Choć na szczęście, coś w międzyczasie zdążam zrobić. Nawet pomyślę o czymś czasem. A to o potencjalnej zmianie pracy S., a to o minionym weekendzie i moich relacjach z przyjaciółmi.
  Ostatnie 12 miesięcy obfitowało w zmiany na lepsze, w zasadzie, tylko takie miały miejsce. W pewnym sensie, naturalną koleją rzeczy byłoby, gdyby teraz decyzje zaczęły się okazywać nietrafne. Chyba nic dziwnego, że akurat teraz, zaczęłam się tego obawiać?

  A tak z innej beczki… zastanawiam się, co będę robić przez weekend, bo S. jedzie do domu. W planach napewno groby i bycie kierowcą kotów mojej Przyjaciółki. A poza tym?

  Piszę w zasadzie w ciemno, bo od jakiegoś czasu nie bardzo da się dodać notkę, ale co tam. Weekend udał się wyśmienicie, przyjęcie – niespodzianka w Krakowie wyszło rewelacyjnie i bez wpadek. Spotkałam się z przyjaciółmi, naładowałam pozytywną energią, po czym zostałam luksusowo odwieziona pod sam dom, po kilku godzinach jazdy w bardzo dobrym towarzystwie.
  Wczoraj natomiast wpadłam z ekspresową wizytą do Ikei. Wyszłam z niej po 40 minutach, bogatsza o dwa komplety ciemnozielonej pościeli, dwie poduszki (w końcu mamy na czym głowy położyć) i kapę na nasze łożę. W kwestii grubości portfela – tłumaczę sobie, że się nie zmieniła. W końcu płaciłam kartą. Jeszcze trochę, a w to uwierzę :) A wracając wpadłam do domu rodzinnego, jak do czarnej dziury, można powiedzieć. Miałam zostać na godzinę, udało mi się wymknąć po czterech. Ale za to z dwiema siatami ubrań. Mama bowiem robiła porządki gruntowne w szafie, odnalazłyśmy kupę ubrań akurat na mnie, kilka moich o których zapomniałam, nawet znalazły się jakieś zapomniane zaraz po kupieniu, jeszcze z metką. :) Zniknęły więc moje problemy z kurtką zimową, pomysłem na bezrękawnik, brakiem czerwonych ciepłych ubrań, koszul i spódnic do pracy itd. Samo szczęście, taka nie panująca do końca nad sobą mama. Znaczy się – czasami.


  • RSS