wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

Filmowo.

Brak komentarzy

  Od jakiegoś czasu wybieramy się na Zakochanego bez pamięci. Ale albo ja wyjeżdżam, albo S. ma pracę, teraz z kolei rozchorowałam się. Żeby więc nie tracić ochoty na obejrzenie czegoś wspólnie, włączyliśmy sciągniętego niedawno Hellboya. I muszę powiedzieć, że wow! Bardzo na podstawie komiksu, główny bohater zrobiony i zagrany świetnie, kolorystyka niesamowita… No miodzio. Jakby jeszcze wyłączyć obowiązkowy morał na końcu, ale co tam. Mogłam nie słuchać. Film, wszystkim komiksolubom, polecam. Warto.
  Ps. S. oglądał w weekend, zjechanego wszędzie Hulka. I twierdzi, że jest na prawdę niezły. Muszę to sprawdzić. ;-)

No tak.

Brak komentarzy

  Kota zdecydowanie bardziej mnie kocha i szanuje, kiedy spędzam w domu więcej niż dwie godziny dziennie. Znaczy siedzę dziś w domu, a Mała zamieniła się w cichutkiego, przytulającego się pluszaka. Muszę chyba częściej robić takie eksperymenty. ;-)

  Z krakowskiego weekendu mam już wglądową wersję zdjęć. Mam więc pierwsze dowody na istnienie Jendz z Klasą. Keke.

  Powinnam być zawsze zdrowa, a jeśli już nie, to poważnie. Tak, żebym wstać z łóżka nie mogła. A dziś? Jestem zmęczona, rozleniwiona, nic mi się nie chce, a w łóżku wytrzymać nie mogę. Bue! A czeka mnie jeszcze z półtora dnia takiego. No nic, idę wgnieść plecy w materac i coś poczytać.

  Normalnie zapomniałam jak chorowanie może być irytujące. A siedzę w domu ledwo od pół dnia. Ech. Do czwartku mam zwolnienie i chyba zeświruję. Ale w międzyczasie przynajmniej będę miała trochę czasu na ponadrabianie zaległości w obowiązkach domowych, takich jak np. pogadanie ze znajomymi…. ;) Żartuję, nie tylko takich. Ale kota się cieszy, że mam przymusowy szlaban na wychodzenie. I o dziwo jest bardzo grzeczna.

  Nic mądrzejszego nie napiszę, bo myślenie już na dziś się wyczerpało. Powiem jeno, że weekend był cudowny i nie żałuję nic absolutnie.

Hm.

Brak komentarzy

  Mówię jak poKraKraka. ZNaczy się skrzeczę. Chyba jednak nie uda mi się wytłumaczyć chorobie żeby poszła. Ale na szczęście Dorota już dziś w pracy, najwyżej wyląduję na kilka dni na zwolnieniu.

  Wróciłam! Było wspaniale. Czas z przyjaciółmi, łażenie, gadanie, lody, granie, gadanie, przyjaźnienie się… Brakowało mi tylko Mojego S. przy boku do pełni szczęścia. Ale dzwoniłam, myślałam i opowiadałam o nim, to trochę jakby był obok. ;-) Odzyskałam trochę sił, naładowałam baterie i mam ochotę stawić czoło życiu. Jutro zacznę dowiadywać się, co się zmieniło.

  Od rana się rozchorowywałam. Z godziny na godzinę było gorzej, zastanawiałam się nawet czy by do lekarza nie pójść. Ale stwierdziłam, że żadna tam, byle jaka choroba, ze mną nie wygra. I ją przepędziłam. Więc za chwilę pakuję manatki i idę na pociąg. Więc chwilowo notek nowych nie będzie. ;-)

  A jednak jestem oszałamNiająco piękna. ;-) Pamiętacie przytojnego murzyna z wczoraj?
  Idę ja sobie spokojnie rano na przystanek. Patrzę, a tam kto siedzi? ;) Podszedł do mnie, zagadał, przedstawił się (nie powtórze, było to mało europejskie imie) i gadka szmatka. Po czym zapytał, czy się z nim umówię. Był bardzo zawiedziony jak mu powiedziałam, że przykro mi, ale nie bo jestem zaręczona.

  No padłam. Kiedyś sądziłam, że murzyni to wolą chude blondynki z małym biustem. Chyba jednak nie. Hehe.

  W drodze do pracy wymyślałam jak zacząć. I postanowiłam, może nietypowo dla mnie, zacząć od początku. ;-)
  Przede wszystkim wytłumaczę, że chodząc po ulicach przyglądam się ludziom. Niezależnie od płci. Lubię zauważać piękne detale, ładne twarze, kształtne czaszki itd. No wiem, trochę szurnięta jestem.
  No więc… rany jakiego ja Murzyna dziś rano widziałam!! Dosyć, acz nie bardzo wysoki, o skórze w kolorze czekolady (niektórzy murzyni miewają nierówny kolor skóry, ten miał jednolity). Ubrany biznesowo ale bez marynarki. Jasna, kremowa koszula, w bardzo ciepłym odcieniu, a do niej brązowy krawat, w kolorze dokładnie takim jak skóra. No bomba. Piękny był!
  I tylko zastanawiam się, czy aż tak było widać mój zachwyt, czy po prostu dziś jestem piękna i pociągająca, bo generalnie to patrzył na mnie, cały ten czas, co ja się na niego nie patrzyłam. ;-] No jakbym była wolna to bym go chyba zaczepiła. Hehe. Lubię oglądać takich ludzi. :)

  Starałam się dotrzeć do domu w miarę niedługo po pracy, no na prawdę się starałam! Ale ten parszywy deszcz zaczął padać! A po drodze na przystanek tramwajowy były conajmniej trzy sklepy z kolorowymi ubraniami. A najgorsze, że ten ostatni, to taki duży był. No i mówię wam, prawieże się zgubiłam! Odnalazłam się dopiero w przymierzalni, kiedy założyłam na siebie turkusową piżamę! No wtedy to mnie było widać…
  Więc żeby nie mieć więcej problemów z odnalexieniem siebie, nabyłam ją. Całe szczęście, była dość tania. No i znowu mam w czym spać ;-)


  • RSS