wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2004

Wczoraj

Brak komentarzy

  Wczorajszy dzień w pracy nastawiony był na to, bym doceniła, czym jest urlop. Innymi słowy, miałam straszny zachrzan. I generalnie nie było miło. Ale na chwilkę przed końcem dnia, dziwczyny zaprosiły mnie na winko (poprawa stosunków! sukces!). Usiadłyśmy sobie w sali konferencyjnej i popijałyśmy pyszne białe Chilijskie, rozmawiając o tym i owym. Doceniam drogi świecie, doceniam!
  A wieczorem wybraliśmy się z S. na Starówkę, spotkać się z przyjacielem, który użycza nam mieszkania w Krakowie. Bardzo miłe piwko w Chimerze, nadrabianie zaległości w kontaktach itd. Uh, urlop, urlop! :-)

  Wczorajszy wieczór upłynął mi pod znakiem powracania do zdrowia psychicznego. Skutecznie.
  Dziś natomiast dzień zaczęłam od kolejnego wariatkowa, znaczy Sądu Wieczystoksięgowego, jak ktoś miał wątpliwą przyjemność, to wie o czym mówię. Ale póki co, tu też sukces. Po powrocie z urlopu mogę odebrać odpis, czy jak to się tam nazywa i działać dalej. Potem jeszcze tylko jedna instytucja i już będę mogła iść starać się o meldunek! Jak dobrze pójdzie, to uda się to jeszcze w tym dziesięcioleciu! ;-]
  Teraz siedzę sobię w pracy, w której panuje błogi spokój i nieprawdopodobna (po wczoraj) cisza. Idę napić się kawy.

Aaaaaa!

Brak komentarzy

  Uciekam stąd!! Byle dalej od tych bachorów!

Uch!!

Brak komentarzy

  Szef wszedł dziś do firmy o godzinie 9, a za nim dwie jego córeczki. Przedszkole tym razem od rana, pewnie do końca dnia, jak nie dłużej. Poproszę darmowy bilet wstępu do wariatkowy. Na już!

  Mam ci ja dwie ciotki (przynajmniej w pierwszej wodzie po kisielu). Obie mieszkają za granicą, przyjeżdżają średnio dwa razy do roku. Jedna z nich dość często przywozi mi jakieś ciuchy. Tym razem nie było inaczej.
  Ale proszę państwa, jak sądzicie, jaki ciuch dostaje się od 57letniej ciotki? Tak, dobrze się domyślacie, bluzkę z dekoltem, który kończy się solidnie między piersiami! ;-] Muszę przyznać, wdzianko przecudnej urody, ale obawiam się, że Mój w życiu nie wypuściłby mnie w nim, NIGDZIE. Usaliłam wstępnie, że należy to nosić na kostium kąpielowy ew. inną bluzkę. Hehe. No, dewotką to ta moja ciotka napewno nie jest. ;-)

  Ps. Już wiem skąd się wzięła ta ochydna pogoda dziś! Wszystko przez moją matkę! W trakcie wczorajszej rozmowy z ww. ciotką poprosiła, by ta, przywiozła ze sobą trochę chłodu. Rządam lata!

  S. mówi, że mnie kocha. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Ale do jasnej cholery, kompletnie tego nie rozumiem. Takie wieczory jak dziś całkowicie mnie rozwalają. Czuję się oszukana, jednocześnie wiedząc, że z drugiej strony jest prawda i szczerość.
Kłamstwo musi siedzieć gdzieś dużo głębiej.
  Jest mi z tym źle. Ale nie umiem nic poradzić, nie umiem walczyć, nie umiem wziąć podstępem. I tylko czekam, gdzie mnie to wszystko doprowadzi.

  Gdyby nie zmiany dotyczące podejścia do kolorów, chyba bym nie uwierzyła, że się starzeję.
  Jakiś czas temu generalnie wszystkie kolory nie_czarne były be. Trochę później doszły głębokie czerwienie (ala wino), ew szarości. Potem jako dodatek biały i granat. W zeszłym roku pierwszy raz od lat kupiłam jasne spodnie. Ten rok okazał się jednak zdecydowanie najbardziej przełomowy. Mam jasnobeżowe spodnie, mam spodnie w kratkę, mam czerwone. Mam turkusową (dla mężczyzn niebieski z zielonym ;-p ) bluzkę. I zółtą. Świat się zmienia, a ja razem znim. Z każdą chwilą jestem bliżej śmierci. Czy powinnam zacząć się jej obawiać? ;-)
  Chociaż jeszcze pamiętam gdzie postawiłam piwo…Idę po nie by w spokoju ducha zrelaksować się nad filmem. ;-)

  Podobno pamięta się sny, kiedy jest się wypoczętym. Ten weekend był ulgowy i może dlatego mimo wyrwania się z ramion koszmaru, długo nie mogłam się z niego otrząsnąć, mając przed oczami co chwilę inny jego fragment. Brrrr. Nie znoszę takich nocy. Wstać, napić się czegoś, przeczytać coś; byleby myśli przestały krążyć wokół jednego. Potem to już kwestia chwili.
  Zaraz wracam do łóżka, bo kurcze, późno jest. Mam nadzieję, że to będzie dla wszystkich spokojna noc.

  Jakoś ostatnio nie czuję wielkiej potrzeby pisania. W życiu moim dzieje się sporo, na różnych płaszczyznach, a jednak nie mam ochoty zapisywać myśli. Może podświadomie wiem, że coś się zmienia i wolę poczekać na efekty? A może po prostu zmęczenie daje o sobie znać.
  Jeśli to drugie, to powinno być lepiej w okolicach 12 sierpnia. W przyszły piątek bowiem zaczyna mi się urlop, wyjazd do krakowa zaczyna się mocno klarować i tanieć w oczach (co cieszy) a później podnamiotny wypad ze starymi, acz w większości dawno nie widzianymi znajomymi. Pierwsza część tylko z moim S., druga w ogóle bez niego.
  Tak, zapowiada się dobrze.

Piątek

Brak komentarzy

  O, jak dobrze! Dzień nie zapowiada się bardzo ciężko, ale coś się ma dziać, a ja wyjdę sobię dziś wcześniej. Może pójdziemy na Shreka? A może na spacer (chociaż pogoda póki co do tego nie przekonuje)? A może coś obejrzymy w domku? Tak czy siak plany na dziś wspólne.
  No i musimy coś zdecydować w kwestii wyjazdu.


  • RSS