wkra blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2004

  Z uśmiechem na pół twarzy zadzwoniłam do S. że za chwilę będę. Niestety na tym skończyła się udana część wieczoru.
  Tu myśli zaczynają się plątać. Myli mi się to co chce napisać z tym, co należy zachować dla siebie. Dlaczego najbliźsi potrafią być tak niesprawiedliwi? Czemu pamiętamy tylko to co wygodnie? Czemu nie myślimy o tym jak zostaną odebrane nasze słowa? I czemu w zaślepieniu ranimy siebie nawzajem?
  Wzięłam ze sobą szczoteczkę do zębów i ubranie na jutro. Nie wiem, czy wrócę dziś do swojego domu. Nie wiem czy pójdę do rodziców, czy gdzieś indziej. Nie wiem. Słowa, miny, gesty, dźwięki. Bolą.

  Po pracy byłam umówiona z S. na wypad do księgarni RPGowej. Spotkaliśmy tam znajomego i mimo iż nie było tego po co przyszliścmy, byliśmy w doskonałych nastrojach. Postanowiliśmy nawet ten jeden raz definitywnie olać dietę i poszliśmy do wietnamca. Dogryzaliśmy sobie jak za starych, dobrych czasów. Jeszcze nie zdążyliśmy się tym nacieszyć, kiedy nadeszła pora rozstania. Byłam umówiona z ludźmi ze studiów. Wyszłam z założenia, że pójdę na godzinę, jak będzie fajnie to zostanę dłużej, jak nie to wrócę. Miałam nawet ochotę zabrać się za dalsze malowanie razem z S.
  Ale niespodziewanie spotkanie okazało się rewelacyjne. Dawno tak się nie czułam. Dziewczyn nie widziałam niektórych rok, innych dwa. (Tu przypomina mi się ‚Nasza Klasa’ Kaczmarskiego). Asia pracuje w Anglii, Marta dalej studiuje, a Gabi założyła właśnie agencję. Aż żal było wychodzić. Ale wrodzona przyzwoitość i chęć spędzenia jeszcze chwili czasu z S. doprowadziła mnie na przystanek już o 22:30.
  I na tym skończę tę notkę.

Dziś

Brak komentarzy

  Pierwszy dzień jestem sama w pracy. Póki co radzę sobie ze wszystkim i nawet się nie stresuję. Po dwóch tygodniach będę miała wszystko definitywnie w małym palcu. Taki mam plan ;) Generalnie trochę czasu dla siebie mam choć jeszcze trochę się ukrywam z tym.

I jeszcze

Brak komentarzy

Około dwuletnia, urocza blondyneczka, ewidentnie po wyczerpującym spacerze; do swojej mamusi: I wtedy, jak ktoś podejdzie i zobaczy, to pomyśli, że to jakiś piesek tam nasiusiał, a nie my. Hihihi. Oczywiście teatralnym szeptem. na cały autobus.

- No i gdzie byłaś? - pyta młodzian swoją dziewczynę.
- Na zakupach.
- Hmm, a co masz w tej torbie? – mówi z wyraźnym zainteresowaniem i niedwuznaczym uśmiechem, dobierając się do reklamówki.
- A wiesz, srajtaśmę.

  A ja byłam na piwie z przyjaciółką. Starałam się jej wytłumaczyć, czemu uważam, że zaproszenie do swojego mieszkania na okres wakacyjny, chłopaka z którym się ‚jest’ dwa miesiące, jest nie do końca dobrym pomysłem. Nie jestem typem romantycznej duszy targanej porywami namiętności. Oj nie. ;-)

  Wieczór rozpoczął się całkiem nieźle. Wizyta u babci po zabiegu (jest bardzo dzielna), a później kawa z przyjaciółką. Pogaduchy, ploty i wzdechy, a po nich spacer na odległość jednego przystanku, w ramach spalania i przedłużenia spotkania. A tu nagle huk! i chłopak na skuterze, potrącony przez samochód, leci przez całe skrzyżowanie. Zatrzymał się dopiero na słupie. Trzasnął w niego głową. Pierwsza reakcja – dobiec do niego i pilnować żeby się nie ruszał. Ściska piekielnie mocno moją rękę, mówi, że nie czuje lewej nogi. Wygląda jakby była złamana w kostce. Lewa ręka obdarta ze skóry. Skuter kilka metrów dalej. Ktoś wzywa policję, bo 112 non-stop zajęte. Do chłopaka coraz więcej dociera, boli go. Jest twardy choć widać, że ma ochotę zawyć. Momentalnie zbiera się tłumek, każdy chce zobaczyć. Ktoś ma ze sobą aparat, kto inny kamerę. Pojawia się policja. Na szczęście sprawca się zatrzymał. Kierowca samochodu jadącego za skuterem też jest. Poza nami jeszcze jeden sensowny świadek. W końcu przyjeżdża pogotowie. Coś długo jak na ścisłe centrum, ale trudno. Zajmują się nim. W międzyczasie okazuje się, że akurat przejeżdżała obok, autobusem, Jego dziewczyna. Jest twarda. Wszystkim się zajmuje. Zbiera telefony świadków, pyta jak to się stało. Chłopak niczym nie zawinił. Niestety, samochód który go potrącił jest na niebieskich numerach (dyplomaci) więc pewnie niewiele z tego będzie. Przed chwilą do mnie zadzwoniła. Paweł wyszedł obronną ręką. Jednak nic nie złamał. Zatrzymają go tylko na obserwację.

  Drugi raz w życiu byłam tak blisko wypadku by zareagować. Wtedy, nie dałam rady. Facet strzaskał sobię czaszkę o beton. Tak pijany, że nie czuł bólu. Wezwałam pogotowie ale nic więcej nie potrafiłam zrobić. Czułam obrzydzenie i strach. Tym razem zadziałałam od razu. Dygot mięśni przyszedł dopiero w domu. To chyba dobrze? Chociaż mam nadzieję, że nie będę miała więcej okazji do sprawdzania swoich reakcji w takich sytuacjach.

  Nie wiem czy to wszystko składne. Mięśnie jednak jeszcze trochę chodzą, a myśli plączą się podenerwowane.

Brak komentarzy

  Spadek nastroju następuje razem ze spadkiem ciśnienia.

  I Moja Kota też! W dr Niziołku! Który swoją drogą wielki jest jak dąb. I całkiem przystojny. ;-) Ale głównie ma coś w sobie. Takiego, że moja panikująca przy jakimkolwiek wyjściu, a już przy wejściu do weta Kota, leżała spokojnie ponad pół godziny i dała sobie zrobić wszystko!! Dr był aż zdziwiony jej spokojnem. A co dopiero ja mam powiedzieć? Powiem, że Dr wypuszcza wiedzę wszystkimi otworami ciała. Aż z niego tryska. Przez chwilkę czułam się maluczka, by zaraz zrozumieć, że on się wiedzą dzieli, a nie poucza. Słuchał mnie, kombinował i koniec końców astmę wykluczył. Dał zalecenia, kazał obserwować i skontaktować się za miesiąc – półtora, niezależnie od tego czy będę jeszcze potrzebowała jego rady. Jasne że się skontaktuję. Mam nawet komórkę :) Jakby kotu się pogorszyło ;) W co śmiem wątpić.

  Uh, ten człowiek i jego słowa dodały mi skrzydeł. Kota w drodze powrotnej oglądała widoki zza okna (a nie chowała głowę w mój rękaw jak zwykle). Z transporterka wyskoczyła jak tylko przekroczyłyśmy próg, a już chwilkę później wlazła mi na kolana. Kocham ten świat ;-)

  Świeczę sobie na nastrój. Znaczy się, zapalam świece. Póki co jedną ale za to pachnącą dusząco – waniliowo. W połączeniu z kotem na kolanach, koktajlem truskawkowym w łapach i meczem w telewizorze, nastrój nie ma szans być zły. Bałagan w głowie ugłaskany, znów przez chwilę nie będzie go widać.

  Oryginalny bo jestem wyspana i w dobrym humorze. W pracy luz do tego stopnia, że mogę notkę napisać! Szok. W głowie mętlik przyszłościowy, dylematy moralne, a na zewnątrz walka z systemem. Nie sądziłam, że tyle się trzeba narobić żeby się zameldować w mieszkaniu, w którym się mieszka.


  • RSS